Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zabawki. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 kwietnia 2016

Kwartalnik treningowy #1 - styczeń-marzec 2016 i plany na kolejne miesiące

Ostatni kwartał nie był dla nas najłatwiejszy. Właściwie do końca stycznia największą udręką były...spacery. Udręką bynajmniej nie dla mnie, ale dla Bąbla. Niestety bardzo kiepsko znosi on fajerwerki i w tym roku odniosłam wrażenie, że jego wrażliwość na huk jeszcze wzrosła. Wystarczyło, że w dwie minuty po wyjściu na spacer gdzieś w oddali usłyszał odgłos niekoniecznie nawet będący wystrzałem, ale przypominający go (np. trzaśnięcie klapy od śmietnika), momentalnie następował w tył zwrot i ciągnięcie z całej siły do domu. O dalszym spacerze nie było mowy. Stopniowo sytuacja się poprawiała, ale mnie z kolei dopadły różne obowiązki i miałam wyjątkowo dużo na głowie (nie żeby to się specjalnie zmieniło, póki nie obronię mgr chyba tak zostanie ;)), przez co treningi zupełnie nam się rozluzowały, a ja nieco się rozleniwiłam w tej kwestii. Poza tym na spacerach często bywało tak, że to Bąbel "decydował" gdzie idziemy, a nie ja - i jakbym go nie przekonywała - smaczkami, uciekaniem, zabawkami, czymkolwiek - nic się nie udawało, więc siłą rzeczy, żeby "wychodzić" z nim jakiekolwiek siku musiałam pójść tam, gdzie czarny prowadził. Wydaje mi się, że była to pozostałość tego lęku przed hukiem i w zależności od okoliczności tylko jemu znanych wybierał trasę dla siebie najbardziej komfortową, na której mógł czuć się bezpiecznie. Ulubiony kierunek - tzw. "nowe bloki" i nasz gabinet weterynaryjny ;) Do tej pory czasem próbuje wymusić, żebyśmy tam poszli - nie wątpię, że ma to związek z tym, że jest na diecie, a panie czasem dadzą smaczka... Ale o diecie jeszcze za chwilę.

Polowanie na wiewiórki w Parku Szczytnickim...

Pogoda też nie sprzyjała dłuższym spacerom i treningom na powietrzu, bo Czarny należy do wyjątkowo wybrednych psów w tej kwestii i na deszcz reaguje spojrzeniem typu "seriously?" i nie zamierza zrobić kroku, żeby wyjść z klatki schodowej. Obydwoje więc trochę oklapliśmy. Ale marzec przyniósł nową motywację do treningów, powtórki tego, co już było i wielką niespodziankę! Nie dość, że Bąbel przez te długie tygodnie przerwy niczego nie zapomniał, to jeszcze zrobił perfekcyjnego susła za pierwszym razem, a tę komendę dopiero zaczynaliśmy ćwiczyć kilka razy w zimie! Domyślam się, że wyszło mu przez przypadek, bo do tej pory nie udało się uzyskać ponownie tak spektakularnego efektu, ale pracujemy ;) Najważniejsza jest jednak refleksja, która do mnie po tym wszystkim przyszła i podniosła na duchu. Przyznaję, źle się czułam, że zaprzestaliśmy regularnie trenować i obawiałam się, że jak zaczniemy, to będziemy "w tyle", a to miłe zaskoczenie uświadomiło mi jak inteligentnego i zaangażowanego mam psa, i że on też potrzebuje czasem takiego okresu większego luzu, bo po tym może - w zasadzie i on, i ja - z większą energią wrócić do pracy. Oby ta tendencja się utrzymała, bo teraz będzie coraz więcej do trenowania - dołączyliśmy do OBIprzedszkola (co prawda jako starszaki, ale przyjęto nas ;)) i będziemy co tydzień w poniedziałki zgłębiać tajniki obedience, a jutro i pojutrze czeka nas seminarium i zawody treningowe rally-o z Olgą Nylec. Na pewno nasze wrażenia zrelacjonujemy! A na czerwiec szykujemy się do debiutu na dogtrekkingu w Trzebnicy.

Typowy zestaw psiarza: saszetka ze smakami, sznur gumowych parówek, stare dżinsy do brudzenia.

Żeby jednak nie było tak optymistycznie, marcowy powrót do formy już na samym początku zakłóciła tajemnicza kontuzja tylnej prawej łapki. Bąbel kulał dziwnie długo i coraz bardziej, po kilku konsultacjach u naszych wetek zostaliśmy wysłani do ortopedy. Po dwóch badaniach i RTG werdykt był jeden, ale niezbyt precyzyjny - coś ze stawem kolanowym, trudno powiedzieć jaka przyczyna, być może jakaś mikrokontuzja, ale ewidentnie coś się dzieje ze stawem. Za młody jednak na zwyrodnienia... Dostał strzykawkę w kolano (blokadę stawu), a od wetek chondroprotetyki jako suplement do karmy (łyka syropek z zadowoleniem). Po 3-4 dniach od wizyty u ortopedy (swoją drogą bardzo polecamy - dr Bieżyński na klinikach weterynaryjnych we Wrocławiu, profesjonalista!) nastąpiło drastyczne pogorszenie. Bąbel właściwie przestał używać łapy, kicał na jednej. Doktor ostrzegał, że coś takiego może nastąpić, ale i tak miny mieliśmy nietęgie... Na szczęście stopniowo wszystko zaczęło iść ku dobremu i teraz już jest prawie idealnie. W przyszłym tygodniu idziemy na kontrolę, trzymajcie kciuki!


Z wydarzeń bardziej sensacyjnych - Bąbel został ostrzyżony! W tym wpisie zamieszczam jeszcze zdjęcia "przed", ale na facebooku wrzuciłam niedawno jedno "po" - muszę przyznać, że na pewno go to odmłodziło i chyba przez dwa dni nie mogłam się przyzwyczaić do tej nowej "stylówki" ;) Wydaje mi się, że przez ostatnie kilka miesięcy zarósł na tyle mocno, że takie przystrzyżenie dobrze mu zrobi, a mi pozwoli na swego rodzaju eksperyment - sprawdzenie w jakim tempie sierść mu odrasta i jaka długość jest najfajniejsza ;) Podobał mi się i futrzasty, podoba mi się też taki szczeniaczkowo-owieczkowy, jak teraz - ale mam wrażenie, że stan pośredni będzie strzałem w dziesiątkę. Co ciekawe, po tych kilku dniach od strzyżenia już widać, że gdzieniegdzie kudełki rosną... Długo chyba nie będziemy czekać na powrót czarnej kuli :D


A propos kuli - strzyżenie uwypukliło również problem, z którym zmagamy się od dłuższego czasu, a mianowicie nadwagę. Przy adopcji Bąbel ważył 10 kg - za mało, przybrał do 12, było idealnie, ale po kastracji skoczyło już do 14... Nie będę wskazywać palcem kto miał w tym największy udział, tylko zabieram się do roboty nad tym, żeby mój pies był zdrowy i sprawny! Naszym pierwszym celem jest spadek do 13 kg, bardzo Was proszę o wsparcie i trzymanie kciuków! Zmieniliśmy karmę na lżejszą (VetExpert Obesity, wcześniej ze względu na profilaktykę wątroby byliśmy na Renalu z tej firmy, przed zmianą karmą zrobiliśmy badania krwi i okazało się szczęśliwie, że Bąbel jest całkowicie zdrowy) i staramy więcej się ruszać - pogoda będzie temu sprzyjać, więc mam nadzieję, że w wakacje Bąbel wkroczy już lżejszy! Mam jednak pewne obawy, bo mam wrażenie, że Czarny ma od kilku tygodni mniej energii niż miał kiedyś, już nie tak chętnie bawi się z innymi psami (co innego ze swoimi ludźmi, co bardzo mnie cieszy, ale jednak równowaga byłaby wskazana...) i zrobił się trochę oklapnięty... A może to tylko moje wrażenie? Mija właśnie rok od kastracji, oby nie był to skutek jego uspokojonych hormonów... Miejmy nadzieję, że zmiana diety i regularne treningi go rozruszają! Tym bardziej, że jednym z naszych głównych celów jest budowanie motywacji na zabawkę.


Tak jak to zwykle robiłam w tego typu wpisach, chciałabym jeszcze na koniec krótko podsumować ostatnie 3 miesiące pracy i rozpisać mniej więcej plan na kolejne. Tym razem pewnie będzie jeszcze bardziej ramowo i skrótowo, bo zaczęliśmy prowadzić dziennik treningowy - jak na razie prowadzenie go idzie super, zwykle rozpisuję sobie tydzień-dwa i ułatwia to znacznie rozplanowanie treningów o różnym stopniu intensywności. To, co ćwiczyliśmy przede wszystkim w minionym kwartale to standardowe sztuczki, a więc tak naprawdę utrwalanie tego, co już było i kilka elementów rally-o. Wszystko szło w miarę dobrze, ale jedna rzecz, i to klucza, bardzo nam się osłabiła - odwołanie i przywołanie, zwłaszcza jednak to pierwsze. Zatem moje kluczowe cele na kwiecień, maj i czerwiec to:

  • wzmocnić odwołanie i przywołanie
  • dawać z siebie 200% na treningach obi i pracować stopniowo nad 7-ma fundamentami wg Joanny Hewelt
  • wzmocnić własną i bąblową kondycję, żeby być gotowym na dogtrekking - dłuższe spacery, bieganie
  • przyuczyć Bąbla do kennelu (idzie nieźle, ale wciąż mam obawy co będzie jutro na seminarium...)
  • utrwalać to, co już umiemy [klik]: sztuczki, codzienne komendy
  • konsekwentnie uczyć się cofania na przedmioty, trzymaj-puść i dopracować susła

Oby udało się zrealizować chociaż część, z tego, co mamy w planach :) A tymczasem lecę spakować ostatnie rzeczy na jutrzejsze seminarium. Trzymajcie za nas kciuki!

niedziela, 3 stycznia 2016

Podsumowanie listopada i grudnia 2015 - zaczynamy 2016!

Ostrzegam, będzie dużo zdjęć :) W tym śniegowe!


No hejka :)


Jak to się stało, że ostatni wpis był prawie 2 miesiące temu? Sama nie wiem kiedy to minęło, ale działo się dużo, i w psim, i w niepsim świecie, więc blog musiał odejść na dalszy plan. Mimo wszystkich widm magisterkowych i różnych innych będę starała się w 2016 roku pisać regularniej, a jeśli niezbyt często, to chociaż konkretnie :) Podsumowania i plany pracy będą pojawiać się pewnie co dwa miesiące, ale nie narzucam tu sobie rytmu, bo nigdy nic nie wiadomo jak to z tym czasem wyjdzie. Najważniejsze jest mieć czas dla Bąbla :) Oczywiście treningów przez ostatnie dwa miesiące nie odpuszczaliśmy, można powiedzieć, że jedynie w grudniu daliśmy sobie trochę na luz. Teraz startujemy z nową energią w nowym roku! Naszym głównym celem są zawody rally-o. Chcemy spróbować swoich sił w tej dyscyplinie, a ćwiczenie poszczególnych komend sprawia nam samo w sobie dużą frajdę. W miarę możliwości będziemy także chcieli uczestniczyć w większej liczbie grupowych spacerów czy ćwiczeń (czas odświeżyć tropienie!). 


"Mame, dobrze robię?"

Listopad i grudzień uznaję za bardzo udany. Bąbel naprawdę nie przestaje dawać z siebie 100%! Jestem pod wielkim wrażeniem jak szybko się uczy i choć oczywiście są lepsze i gorsze dni, mamy swoje różne zmagania, to na ogół Czarny spisuje się rewelacyjnie. Znacznie poprawiło się jego ogólne zachowanie (porównując na przestrzeni ostatniego półrocza), w czym regularnie treningi (=zamęczanie psychiczne ;)) z pewnością pomogły. Nie jest już tak nieprzewidywalny i nerwowy, a zdecydowanie bardziej radosny :)

Grudzień i początek stycznia były dla nas trudne ze względu na czynniki zewnętrzne - czyli standardowy problem "fajerwerki a sprawa psia". Niestety Bąbel należy do tych futrzaków, które bardzo boją się wszelkich, nawet odległych odgłosów wystrzałów. Gdy usłyszy coś takiego będąc na spacerze na smyczy, od razu robi zwrot i zaczyna ciągnąć do domu. Nierzadko też przy szczególnie intensywnych seriach wystrzałów trząsł się jak galareta. Robimy co możemy, żeby pomóc w tym niełatwym okresie i wydaje nam się, że małymi kroczkami idzie to ku dobremu. Odleglejsze wystrzały nie są już takie przerażające, da się jeszcze po nich pójść dalej na spacer. Nie bronimy jednak Bąblowi kontaktu z nami, gdy przerażony szuka miejsca dla siebie w domu - zaobserwowaliśmy, że dużo lepiej się czuje, gdy siedzi przy kimś, wtulony. Potrzebuje takiego oparcia, więc mu je dajemy, jednak tylko kiedy sam zadecyduje i podchodzi, żeby się przytulić. Nie chcemy pochwalać przecież jego strachu! Odkryliśmy też, że znacznie mniej pewnie czuje się po zmroku i wtedy zazwyczaj spacery ograniczały się do najbliższych ulic. Jeśli udało się w dzień choćby dotrzeć do parku to był sukces! Ale nie zmuszaliśmy go, lepiej żeby spacer był krótszy i nie stresował piesa.

Na celowniku...

Oczywiście spacery odbywały się przede wszystkim na smyczy, zwłaszcza w ostatnich tygodniach. W ubiegłym roku z powodu sztucznych ogni Bąbel raz już uciekł - na szczęście schronił się w pobliskim warzywniaku i miał adresówkę z nr telefonu i adresem, więc miła pani odprowadziła go pod nasz dom i zadzwoniła do mnie. Wiem, że świadomej psiej blogosferze nie trzeba tego dwa razy powtarzać, ale to musi wybrzmieć: niech Wasze psiaki mają adresówki! To może uratować ich życie! Jestem przerażona liczbą ogłoszeń o zaginionych psach jaka ostatnio zalewa internet... 

Muszę jednak znów pochwalić mojego Czarnucha :) Zdarzało się w spokojniejsze dni, w miłym psim towarzystwie, że bywał spuszczany ze smyczy. Ja akurat bywałam wtedy w pracy i robił to mój tato, co na początku spotkało się z moimi obawami i sprzeciwem...do momentu kiedy usłyszałam, że pewnego razu Bąbel, hasając sobie w najlepsze na górce z psimi koleżkami, usłyszał wystrzał, dość głośny i początkowo znieruchomiał. Wyobraźcie sobie, że nie dość, że nie rzucił się do ucieczki, głuchy na wszelkie nawoływania, to jeszcze od razu popatrzył na mojego tatę, jakby pytał "co to było, co robimy, pomóż!" i czekał na reakcję. Mój tata go przywołał, zapiął mu smycz i wrócili do domu (chociaż na smyczy już bardzo ciągnął). Z tego osiągnięcia Bąbla jestem chyba najbardziej dumna! Tak się cieszę, że potrafił zaufać nam w trudnej sytuacji!



Popisowy numer ;)

Teraz na szczęście wystrzały cichną i styczeń przyniósł wymarzony przez Bąbla (i przeze mnie też ;)) śnieg! To jest po prostu śnieżny potwór, ryje nosem w puchu jak dzik, tarza się, biega jakby z dodatkowym napędem, radości nie ma końca! :) Ze względu na tę wzmożoną aktywność w mroźne dni i uporczywie zamarzające mu między paluszkami lodowe bryłki zainwestowałam w buty. Dla psa. Serio. Wiem, że niezapsione (i w sumie nie tylko!) osoby będą w szoku :D Kupiliśmy model Active Walker z Trixie, aby mógł nam służyć też na górskich szlakach, które chcielibyśmy w tym roku odwiedzić. Na razie przechodzimy drugi dzień przyzwyczajania Bąbla do butów w domu. Nie jest źle, chociaż bardzo śmiesznie! Idzie mu jednak powoli coraz lepiej. Oczywiście nie omieszkam nagrać filmiku, żebyśmy mogli się pośmiać z tańczącego piesa, który nie rozumie co mu właśnie człowieki założyły. Trzymajcie kciuki, żeby szybko się przyzwyczaił!




Uff, dość już tej pisaniny, jeszcze tylko standardowe podsumowanko i plan - w nieco zmienionej formie - będę uwzględniać tylko kluczowe elementy, których się uczyliśmy, najważniejsze w danym okresie, drobniejsze kwestie aktualizuję na bieżąco TU. Mam rozgrzebanych kilka pomysłów na wpisy, w tym jeden już tworzony, mam więc nadzieję, że uda mi się niedługo go zamieścić. Tymczasem startuję z czytaniem książki Alexandry Horowitz "Oczami psa" - spodziewajcie się pewnego dnia recenzji!



Podsumowanie listopada i grudnia


  • chodzenie przy nodze na smyczy - bardzo dobrze, 3+ ;) to raczej ocena dla mnie, bo opuściłam się w ćwiczeniu, Bąbel za to utrzymał dobry poziom! - 80%
  • wzmocnienie przywołania - troszkę ten śnieg nam psa rozkojarzył, mamy więc kolejne wyzwanie do przećwiczenia, ale wysoki poziom jest utrzymany - 80%
  • zostań - znaczna poprawa, ale dążymy do perfekcji; największe osiągniecie to utrzymanie komendy, gdy ja obchodzę Bąbla wokół (wiwat ćwiczenia na rally-o ;)) - 70%
  • slalom między nogami, ósemka i out - mamy to! - 100%
  • rozróżnienie zdechł pies a turlaj się - udało się! dwa razy przeturlał się w domu, a więc dywan też nadaje się do turlania, nie tylko trawa! i mniej więcej na tym koniec postępów, wciąż walczymy ;) - 30%
  • płynne zmiany siad-waruj na komendę gestem, naprzeciw i przy nodze - re-we-la-cja, Bąbel rządzi! - 90%
  • równaj do lewej nogi - dopracowujemy równanie pod różnymi kątami i uruchamiamy psią pupę, jest nieźle - 70%
  • suseł - nowo wprowadzona komenda i jak się okazuje, Bąbel daje radę! musimy jeszcze popracować nad balansem i będzie ekstra - 70%


Plan pracy na styczeń

  • wskakiwanie na ręce - czas w końcu się na poważnie za to zabrać!
  • cofanie się z wchodzeniem tylnymi łapkami na przedmioty
  • wprowadzenie podskoku w miejscu równo z pańcią ;)
  • trzymaj i puść - to będzie wyzwanie!
  • dalsza praca nad susłem, zostawaniem i wszystkim innym, co trzeba dopracować z dotychczasowo ćwiczonych elementów ;)
  • elementy RALLY-O
  • zastąpienie częściowo nagradzania smaczkami przez nagradzanie zabawą, motywacja na zabawkę-szarpak



poniedziałek, 21 września 2015

2. Piknik na Czterech Łapach - relacja i zdjęcia

Wczoraj spędziliśmy bardzo miło czas w doborowym psim towarzystwie! A to dlatego, że odbywał się już po raz drugi (na poprzednim nas zabrakło) Piknik na Czterech Łapach. Atrakcji było co nie miara i Bąbel dopiero teraz powoli odzyskuje siły (zdrowo zmęczony pies: bezcenne ;)). 


Na boisko przy stadionie olimpijskim przybyliśmy już około 10 rano. Pogoda nie zwiastowała niczego dobrego, ale nie daliśmy się zwieść i wkrótce zza chmur zaczęło wychodzić słońce i przyjemnie grzać w plecy, chociaż chłodny wiatr co jakiś czas przynosił kolejne chmury. Czas spędzaliśmy jednak aktywnie, więc o przemarznięciu nie było mowy! Bąbel miał czas w spokoju obwąchać cały teren i chwilę się wyhasać, dzięki czemu potem łatwiej było o jego koncentrację. Swoją drogą, chyba nam ktoś psa podmienił, albo raczej Bąbel pokazał swoje prawdziwe oblicze - spisał się doskonale, reagował na każde przywołanie, na każdą komendę, z innymi psami bawił się grzecznie, nie szukał guza (tylko z jednym psiakiem się obszczekali, ale nie wchodzili sobie w drogę; a innym razem komisarz Bąbel interweniował w sprzeczkę corgich i od razu wszyscy się uspokoili! :D), nie zaczepiał się - po prostu psi ideał, jestem z niego bardzo dumna! Wytrzymał ponad 6 godzin w dobrym humorze i skupieniu wtedy, gdy było trzeba, dopiero pod koniec pikniku trochę zaczął szczekać i widać było, że przyjął postawę "nuuudy, chodźmy gdzieś dalej!". Akurat zaczęło kropić i pogoda sama nas przegoniła, więc wszystko udało się idealnie :) 

Dwa Bąble...?

A nie, to tylko nowa koleżanka - Mamba! :)

Wróćmy jednak do przebiegu pikniku! Gdy organizatorzy byli już gotowi, zgłosiliśmy się do wszystkich możliwych konkurencji - czyli zawodów w terenie, medalu za adopcję i wyborów miss i mistera Acana Polska. W samo południe zaczęły się zawody w terenie, które polegały na zabieraniu tzw. "kanad" w wyznaczonych punktach. Na każdym stanowisku czekały na nas pytania dotyczące na przykład prawidłowego żywienia czworonogów, psiej mowy ciała czy treningu z klikerem. Było także kilka punktów z zadaniami wymagającymi aktywności nie tylko głowy, ale i ciała - mini tor agility, slalom na czas czy...zbieranie kupek (to już zadanie dla właścicieli - spokojnie, kupki były z kolorowej modeliny :D). Szło nam całkiem nieźle i w sumie zdobyliśmy 40 kanad, za co Bąbel odebrał w nagrodę zabawkę, którą bardzo polubił. W tabeli wszystkich konkurencji zaliczyliśmy tylko jedno haniebne zero - za aport ;) Nigdy tego nie ćwiczyliśmy i przyznam, że nawet nie mam specjalnie chęci uczyć Bąbla aportu (zdecydowanie działałoby to na niego tylko pobudzająco, a nam potrzeba opanowania i samokontroli), więc zupełnie mi to zero nie przeszkadza ;) Bawiliśmy się świetnie, a pomagali nam mój Bartek i oczywiście tata, który jak zawsze wszystko dokumentował fotograficznie.

Nowa zabawka.
Po oddaniu karty zawodów w terenie zjedliśmy po burgerze z foodtrucka Byczy Burger (bardzo smaczny!), a Bąbel w tym czasie wsuwał żwacza kupionego na jednym ze stoisk piknikowych. Poza zawodami bowiem można było na pikniku zaopatrzyć się we wszystko co każdemu psu i psiarzowi potrzebne - i to w promocyjnych cenach. Wysokiej jakości karmy, przysmaki, zabawki, ręcznie robione obroże, muszki i chustki, i wiele więcej! Dla chętnych dostępny był też mobilny salon dla psów "Czyste Łapy" oraz porady zoopsychologa, instruktora szkolenia, weterynarza i specjalisty do spraw żywienia. Bąbel poza dwoma żwaczami i zabawką-nagrodą dostał ręcznie wykonaną muszkę od Malina Crafts, w której prezentował się wyjątkowo elegancko. 

Bąbel zachęcony parówką patrzy do góry, żeby zaprezentować muszkę :)

Po wręczeniu medalu.

Do muszki wkrótce doszła jeszcze jedna ozdoba - medal za adopcję. Wszyscy, którzy adoptowali swojego psiaka ze schroniska, fundacji lub przygarnęli znajdę mogli zaprezentować się ze swoim czworonogiem na ringu i otrzymać pamiątkowy medal. W czasie trwania całej imprezy była też prowadzona zbiórka karmy i akcesoriów dla bezdomnych zwierząt. Swoje stanowiska na pikniku miały ponadto różne fundacje, m.in. Fundacja Węgielek czy TOZ Wrocław (DT Psy Mirona), które prezentowały psiaki do adopcji - jedna śliczna, ruda, niesamowicie przyjazna sunia znalazła dom! Nie ma się co dziwić, mi wystarczyło 10 sekund głaskania jej i patrzenia w śliczne oczka, żeby przepaść... Dobrze, że znalazła swoich ludzi! I mówcie co chcecie, ale pies wie, kiedy jest chciany, kiedy dostaje szansę, kiedy dostaje dom - z pyszczka tej suni, gdy przez resztę pikniku była prowadzona przez swoją nową rodzinę, nie schodził uśmiech, a oczy jej lśniły! Piękny widok! :) Mojemu czarnemu wariatowi oczywiście też gały się błyszczały, bo wiedział, że w saszetce mam dużo parówek. W kolejnej prezentacji, w czasie wyborów mistera, Bąbel zaprezentował się pięknie i dla mnie ma tytuł mistera misterów :) Nie zakwalifikowaliśmy się jednak do finałowej trójki, ale to nic, zabawa była świetna. I gratulujemy zwycięzcom! Szkoda tylko, że przejście po ringu było jedynym elementem prezentacji - fajnie by było, gdyby w kolejnych edycjach organizatorzy pozwolili każdemu pokazać np. 2-3 sztuczki, tak żeby nie trwało to bardzo długo, ale żeby psiaki mogły pokazać coś wyjątkowego.

Ten kontakt wzrokowy! Uwielbiam tego psa (a on uwielbia parówki).
Ta niewidoma słodycz szuka domu - malutki, śliczny, spokojny Sergiusz.

Cyryl z DT Psy Mirona też szuka swojej rodziny!

W międzyczasie odbywały się na ringu pokazy psich sztuczek (Bąbel, poprzeczka podniesiona wysoko, ćwiczymy!) i ćwiczeń z obrony - wówczas wszyscy właściciele zostali poproszeni o przypięcie zwierzaków na smycze - i dobrze, bo emocje sięgały zenitu. Bąbel nie przepuściłby okazji do interwencji ;) Pokazy były świetne! Brały w nich udział zarówno psy rasowe, jak i adoptowane kundelki, zresztą na całym pikniku można było spotkać plejadę ras i możliwych mieszanek. Wyżeł, niżeł, grubeł, chudeł... Sami wiecie ;) A wszystkie psiaki takie wspaniałe!

Dwa szczeniaczki - owczarek belgijski malinois i buldog angielski.

Od lewej Emil, kolega z kursu Bąbla, Bąbel, Pufa i Kojot.

Poniżej jeszcze kilka kadrów z pikniku. To był bardzo udany dzień - poznaliśmy nowych znajomych i spędziliśmy też miłe chwile z naszą stałą parkową ekipą (Sigma, Pufa, Jaskier, Tajga, Fafik - pozdrawiamy! :) i specjalne pozdrowienia dla organizatorów, m.in. Bohuna i jego Państwa!). Mamy nadzieję, że w przyszłym roku też będziemy mogli uczestniczyć w tej świetnej imprezie dla psów i psiolubnych! :)



Nie tylko człowieki miały ochotę na burgery... Sigma i Muka oraz pani Muki :)

Piękna Sigma!

Wariat się bawi.

"To co, druga runda?" cytując Psie Sucharki ;)


Kira - Polish Parkour Dog mówi "co się gapisz żenado ludzka?" ;)
  
Mam słabość do buldożerów :)

Przyczajony Bąbel, ukryty pies.

Włoski mafiozo! Świetny psiak! :)

Ktoś tu chyba wybiera zabawkę...




niedziela, 19 lipca 2015

Maj i czerwiec z PsiąPaką - recenzja wybranych produktów - część druga

Czas na ciąg dalszy! Czerwcową PsiąPakę zamówiliśmy już w wersji Deluxe, między innymi dlatego, że na Pikniku PsiejPaki dostaliśmy zniżkę właśnie na tę wersję. Ekspresowa dostawa (wielki plus!) i już mogliśmy rozpocząć testowanie zawartości.

Folia najlepszą częścią paczki! Z radości aż odgryzłem kawałek kartki...

PsiaPaka Deluxe - edycja czerwcowa

Piłka Erratic od Chuck it!



Największa niespodzianka - jeszcze tydzień temu zaczęłam tracić nadzieję, że Bąbel kiedykolwiek się nią zainteresuje, aż tu nagle ostatnio zaczął sam ją przynosić do wspólnej zabawy, podrzucać, turlać, a przede wszystkich gryźć i ciamkać, czyli to, co lubi najbardziej robić ze wszystkimi zabawkami ;) Także dobrze, że odczekałam kilka dni z przygotowaniem tego wpisu, bo mogę wypowiedzieć się także na temat tej piłeczki. 
Wykonana jest rzeczywiście z bardzo dobrego jakościowo materiału, zgodnie z tym co znajdziemy w opisie producenta. Dzięki nieregularnemu kształtowi jest nieco nieprzewidywalna, gdy się odbija, co jest dla Bąbla bardzo ciekawe (wcześniej uwielbiał takie zabawy ze zwykłym gumowym kongiem - tym klasycznym, w kształcie jakby złączonych trzech kulek; też lata to gdzie chce po odbiciu!). Piłeczka ma poza tym dwa otwory, które umożliwiają przeciągnięcie przez środek sznurka (opcja nie dla Bąbla - w takich przypadkach zawsze bardziej interesuje go rozszarpanie sznurka, piłka jakby nie istniała) albo włożenie do środka smakołyków (tego jeszcze nie próbowaliśmy, ale zamierzamy). Podsumowując - polecamy, naprawdę porządnie wykonana zabawka, która jak widać jest w stanie zainteresować nawet psy zwykle niezbyt zainteresowane piłkami.

Próbka karmy Naturea i próbka karmy Fitmin

Omówię obie próbki karm na raz, ponieważ wrażenia Bąbla i moje własne po obu były takie same - pozytywne, aczkolwiek trudno wnikliwie ocenić działanie karmy na podstawie tak krótkie czasu używania.
Zacznijmy jednak od składów (dane ze strony producenta; przykładowe składy zbliżone z tego co pamiętam do naszych próbek):

NATUREA
Skład [w tym składniki pochodzenia zwierzęcego: 59% (świeży kurczak bez kości 20%; odwodnione mięso z kurczaka 17%; tłuszcz z kurczaka 14%; wątróbka z kurczaka 5%; jajka 3%)]: świeży kurczak bez kości, odwodnione mięso z kurczaka, brązowy ryż, tłuszcz z kurczaka, pełne ziarna brązowego ryżu, wątróbka z kurczaka, jajka, drożdże piwne, witaminy i minerały, glukozamina, chondroityna, jabłka, marchewki, dynia, szpinak, jeżyny, wodorosty, MOS, FOS, ekstrakt z juki, oregano, rozmaryn, pietruszka, szałwia.
Analiza: białko 28%, tłuszcz 17%, włókno 2,5%, wilgotność 8%, węglowodany 37,2%, popiół surowy 7%, wapnia 1,5%, fosfor 1%.

FITMIN
Skład: mięso drobiowe (świeże mięso z kurczaka 50%, suszone mięso z kurczaka 11,6%, hydrolizowana wątroba drobiowa 3%), ryż, kukurydza, tłuszcz drobiowy, mączka rybna (3 %), suszona pulpa buraczana, siemię lniane, suszone wytłoki jabłkowe, drożdże browarniane, węglan wapnia, fosforan diwapniowy, jaja kurze, olej z łososia, fruktooligosacharydy (0,2%), wyciąg z juki (0,03%), kompleks naturalnych przeciwutleniaczy (0,02%), ekstrakt z rozmarynu (0,01%).

Analiza: białko surowe (24%), oleje i tłuszcze surowe (12%), włókno surowe (2,5%), popiół surowy (6,4%), wapń (1%), fosfor (0,87%), sód (0,2%).

W obu przypadkach widać znaczną ilość dobrej jakości składników pochodzenia zwierzęcego oraz zdrowe dodatki. Bąbel nie należy do bardzo wybrednych smakoszy, natomiast przy podawaniu karmy, szczególnie nowej, nie tknie jej bez tzw. "soku parówkowego" ;) Chodzi o zwykły olej rzepakowy, taki kuchenny, chociaż nazwa wzięła się jeszcze z początkowego okresu po adopcji, kiedy Bubu dostawał specjalny suplement diety w formie oleju z kwasami omega 3 i 6, aby odżyło mu futerko. Trzeba było go trzymać w lodówce, ponieważ kwasy te szybko jełczeją, a z lodówki wiadomo jakie zapachy się unoszą... ;) W przypadku próbowania karm Naturea i Fitmin bez "soku" się nie obyło, ale miska szybko została wypucowana do czysta. Tak jak już mówiłam, po tak krótkim czasie trudno wydać miarodajną opinię na temat karmy, jedyne co mogę stwierdzić to, że Bąblowi obie karmy smakowały i po obu nie miał żadnych problemów trawiennych (cytując słynną reklamę, mieliśmy na to "twarde dowody" ;)). Ze względu na skład obie karmy również zyskały moje zaufanie. Na stronie Naturei wypatrzyłam ponadto ciekawie wyglądające biszkopty, może się skusimy.
Swoją drogą, bąblowe historie z karmami i przy okazji problemami z wątrobą to temat na osobny wpis, który z pewnością kiedyś się pojawi!

Olej z łososia tłoczony na zimno od APL Health
Tamtaradam! Oto absolutny hit czerwcowej paki! Chyba nawet zacznę go regularnie kupować. Jak już wyżej wspominałam, Bąbel niemal od początku pobytu u nas dostaje do karmy olej z kwasami omega 3 i 6 jako suplement. Początkowo był to weterynaryjny specyfik, którego nazwy nie pomnę w tym momencie, następnie przerzuciliśmy się na równie skuteczny, a korzystniejszy finansowo zwykły olej rzepakowy. Oleje te zawsze doskonale się sprawdzały - Bąbel miał zdrową skórę, miękkie, lśniące futro (którego już tak nie gubił), błyszczące oczy - wszystko jak trzeba. Nie sądziłam, że ten efekt da się jeszcze podkręcić - a da się, jak okazało się już po dwóch tygodniach używania oleju od APL Health! Sierść jeszcze bardziej lśni i jest jeszcze przyjemniejsza w dotyku (do tego stopnia, że Bąbel zyskał nowy przydomek: "Aksamitek" ;)). Czarnuch zwraca nawet uwagę przechodniów ;) Olej służy nam obecnie ponad 3 tygodnie i podejrzewam, że jeszcze na jeden tydzień wystarczy, zatem ma całkiem dobrą wydajność (oczywiście porcja zależy od wielkości psa; Bąbel dostaje nieco ponad 10ml do śniadania). Do buteleczki dodana była praktyczna strzykawka z podziałką dla precyzyjnego dawkowania. Jestem bardzo, ale to bardzo zadowolona z tego produktu i myślę, że z czystym sumieniem mogę go polecić i pewnie co jakiś czas będę Bąblowi sprawiać kolejną buteleczkę!

Poza wymienionymi wyżej produktami w czerwcowej pace znalazły się także:
  • Pokusa Premium Plus + płatki jaglane instant: było jedno podejście, ale chyba ze względu na moją nieudolność przy przyrządzaniu nic z tego nie wyszło... Jest jednak wiele pozytywnych recenzji na innych psich blogach, więc nie zamierzam się poddać i spróbuję jeszcze raz!
  • Gryzaki od E-pies: w naszym przypadku są to kości wieprzowe i znów jak wyżej, zaliczyliśmy jedną próbę, Bąbel trochę pociumkał, ale nie wzbudziły specjalnego zainteresowania. Jeżeli ktoś z czytających to wytrwałych gości blogowych byłby zainteresowany to możemy odstąpić dwie kości! Spróbuję jeszcze może raz, ale nie sądzę, żeby Bąbel zapałał do nich miłością. Taki gust! :) Jeśli ktoś z Was drodzy czytelnicy byłby zainteresowany to zgłoście się na maila (adres po prawej).
  • Silikonowa rękawica w kształcie psiej mordki: to już gadżet dla właściciela :) Już od jakiegoś czasu planowałam kupić sobie coś takiego, także PsiaPaka trafiła idealnie. Poza tym bardzo lubię piec i mam nadzieję, że rękawica sprawdzi się w takich warunkach. Jeszcze nie miałam okazji jej testować - litości, pieczenie z taką temperaturą za oknem? ;)
Podsumowanie

Ogólne wrażenia z dwóch edycji PsiejPaki mam jak najbardziej pozytywne. Jako główne zalety, które są dla mnie ważne, wyliczyłabym:
  • opłacalność: za paczkę płacimy de facto mniej niż gdybyśmy kupowali zawarte w niej produkty osobno; i jeszcze plus za darmową dostawę!
  • szybka dostawa
  • możliwość dostosowania paczki do swoich potrzeb (przy zamówieniu można dopisać uwagi - np. gdy pies jest alergikiem, paczka zostanie odpowiednio do tego dostosowana! Pufa, to coś dla Ciebie ;))
  • efekt oczekiwania na prezent-niespodziankę, dzięki temu, że nie znamy do końca zawartości
Widać, że twórcom tej inicjatywy leży na sercu dobro psiaków i wyjście naprzeciw potrzebom właścicieli. Na Pikniku PsiejPaki było świetnie, co tylko potwierdza profesjonalizm ekipy tworzącej projekt. Bąbel i ja serdecznie polecamy! :)

poniedziałek, 13 lipca 2015

Maj i czerwiec z PsiąPaką - recenzja wybranych produktów - część pierwsza

Dziś zapraszamy na pierwszą część recenzji kilku wybranych produktów, które trafiły do nas w majowej i czerwcowej PsiejPace. Najpierw jednak szybkie objaśnienie dla niewtajemniczonych - cóż to takiego jest PsiaPaka?

Ano sprawa wygląda tak - co miesiąc możesz zamówić paczkę dla swojego psa z różnościami do wypróbowania: przysmakami, próbkami karmy, specyfikami pielęgnacyjnymi, zabawkami. Na stronie PsiejPaki wybieramy wielkość paki: MINI, DELUXE albo PREMIUM - różnią się oczywiście ilością dołączonych produktów (a ponadto w wersji deluxe i premium jest upominek dla właściciela ;)). Określamy też wielkość naszego futrzaka i zamawiamy! Można od razu zdecydować się na subskrypcję na 3 miesiące lub pół roku i płacimy od razu za kilka paczek, a one sukcesywnie co miesiąc będą lądować pod naszymi drzwiami (lub w Paczkomacie - do wyboru). O całym projekcie dowiedziałam się dopiero wiosną tego roku i na początek zdecydowałam się wypróbować paczkę mini w edycji majowej. Miesiąc później zamówiliśmy już wersję deluxe. W lipcu na razie się wstrzymujemy, ale myślę, że na pewno jeszcze kilkakrotnie skorzystamy z PsiejPaki! To świetna sposobność, żeby wypróbować wiele produktów doskonałej jakości, nie wydając od razu majątku na pełne opakowania. No i chyba każdy trochę lubi takie oczekiwanie na paczkę-niespodziankę :) Ekipa PsiejPaki tylko częściowo ujawnia co znajdzie się w danym miesiącu w przesyłce, reszta to niewiadoma, a więc emocje w czasie rozpakowywania są tym większe! :)

Chciałabym dziś przedstawić nasze (Bąbel jest tu głównym recenzentem) doświadczenia z wybranymi produktami - tylko wybranymi, ponieważ niektórych jeszcze są w trakcie wypróbowywania przez głównego zainteresowanego i werdykt jeszcze nie został wydany. Wspomnę, o które produkty chodzi w odpowiednim miejscu. No to zaczynamy!

PsiaPaka MINI - edycja majowa

Kong Snugga Wubba


Bąbel był zachwycony tą zabawką od samego początku - trochę twarde, trochę miękkie, ma odnóża do ciągnięcia, odbija się od ziemi, materiał idealny do ciumkania. W ciągu pierwszej godziny kong został pozbawiony już większości odnóży, ale to nie oznacza końca zabawy, wręcz przeciwnie! Bąbel w ciągu trzech dni rozczłonkował całość, a ostatnio rozpruł główną część i osobno lata po domu większa piłka z wnętrza tego konga - a każda, nawet najmniejsza część tej zabawki jest przez niego traktowana jako osobna zabawka! Także z jednego konga mamy teraz z 5 zabawek ;) Bąbel upodobał sobie przynoszenie po kolei każdej części celem wymuszenia zabawy. Przynosi jedno różowe odnóże: "Patrz człowiek, przyniosłem coś, baw się! Nie to? Czekaj idę po coś innego..." - wraca z drugim, identycznym i sytuacja powtarza się w kółko... ;)
Kong jak to kong - świetnie jakościowy wykonany. To, że nie przetrwał próby zębisk czarnucha nie jest według mnie żadną wadą - nie ma bowiem takiej zabawki, która by bąblową chęć szaleńczej zabawy przetrwała. Dla nas rozszarpanie okazało się skądinąd dużą korzyścią, a myślę, że dla psa o nieco mniejszych zapędach destrukcyjnych będzie na długo świetną zabawką w całości.

Przysmak Alpha Spirit i próbka karmy Alpha Spirit


Dane ze strony producenta:
Skład przysmaku z jagnięciną:
Wołowina, jagnięcina, tofu, mięso wieprzowe.


Skład analityczny: Białko min. 32%, tłuszcz min. 8%, włókno surowe maks. 1%, popiół maks. 9,5%, wapo 1.2%, fosfor 0,9%, Ca / P ratio 1.3%, wilgotność maks 20%. 
 
Każdy z przysmaków zawiera:
Gliceryna, chondroityna (100 mg/kg), glukozamina (200 mg/kg), kwasy Omega-3 (170 mg/kg), drożdże piwne, kwasy Omega-6 , tlenek tytanu, czerwień koszelinowa.

Skład jak widać mówi sam za siebie, jak wysokiej jakości są przysmaki i karmy Alpha Spirit. Dla naszego budżetu kupienie "normalnego" opakowania karmy czy kilku opakowań przysmaków byłoby na dłuższą metę wyzwaniem - na dłuższą metę na pewno, ponieważ Bąblowi bardzo produkty AS przypadły do gustu i nie poprzestałby na jednym opakowaniu ;) Zarówno przysmaków, jak i próbki karmy używałam jako nagród w czasie treningu i sprawdzały się doskonale, a jest to sytuacja wyjątkowa, ponieważ Bąbel zazwyczaj nie pała miłością do karmy suchej czy półsuchej jako nagrody. Stara dobra parówka to jest to ;) Tym bardziej zdziwiło mnie, że gdy miałam w saszetce przysmaki AS jego zachowanie było podobne - złoty medal za posłuszeństwo, kontakt wzrokowy z przewodnikiem i chęć do pracy (ale brązowy za samokontrolę ;)). Wszystkim niejadkom zatem poleciłabym Alpha Spirit! Kupię czarnuchowi trochę tych przysmaków na urodziny ;)

Dodatkowo w majowej pace znalazły się także foldery i ulotki z ofertą producentów oraz kupony zniżkowe do Hubuform (już skorzystaliśmy - szczelny pojemnik na karmę zakupiony! :)).

Między majową a czerwcową edycją odbył się we Wrocławiu pierwszy Piknik Psiej Paki, na którym oczywiście nie mogło nas zabraknąć, gdyż nasza trenerka Eliza z Positive Dog prowadziła tam ćwiczenia z balansu. Byliśmy tylko na początku pikniku, trochę ponad godzinkę, ale i tak było świetnie! :) Atrakcje i dla psów, i dla właścicieli, a Bąbel to naprawdę przeszedł samego siebie - w obliczu tylu rozpraszających czynników pięknie ćwiczył na zajęciach z balansu i na placyku treningowym z przeszkodami do agility. Poniżej kilka zdjęć.





 


Tu już kończy się skupienie i samokontrola ;)

Przy okazji na pikniku załapałam się na 15%-owy rabat na czerwcową PsiąPakę i upominki dla pierwszych piknikowych gości, którzy zapiszą się na newsletter PsiejPaki. Dostaliśmy znów próbkę karmy Alpha Spirit i odżywkę do psiej sierści w sprayu Nootie - zdaję się, że o zapachu ogórka i melona, w każdym razie pachnie bardzo ładnie i sierść Bąbla jest po niej mięciutka!

Żeby wpis nie stał się nieznośnie długi, znów podzielę go na dwie części - w drugiej przyjrzymy się bliżej czerwcowej PsiejPace! Notka pojawi się jeszcze w tym tygodniu.