Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rally-o. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rally-o. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 lipca 2016

Kwartalnik treningowy #2 - kwiecień-czerwiec + relacja z seminarium rally-o oraz 3. Pikniku na Czterech Łapach

Wszystko opóźnione, szkoda gadać, co ze mnie za psi bloger! Nie zanosi się na poprawę w najbliższym czasie, ale nie ma co się tłumaczyć i wychodzić tu z prywatą, jak się poprawi, to się poprawi, a tymczasem nadrabiamy zaległości! :)


Kwiecień, maj i czerwiec były dla mnie prywatnie bardzo pracowite, co niestety odbiło się na sensownym spędzaniu czasu z Bąblem. Nie nudziliśmy się jednak i mimo, że w domu treningi szły nam w kratkę, to działo się i tak sporo!

Kwiecień minął nam przede wszystkim pod znakiem rally-o i podstaw obedience. Uczestniczyliśmy (razem z Bohunem! łapka! :)) w seminarium rally-o prowadzonym przez Olgę Nylec, a zorganizowanym przez chłopaków z Nakamy - Psiej Akademii. Pani Olga jest rewelacyjna jako trener (od razu widziała, że bardziej trzeba w naszym tandemie pracować ze mną, niż z Bąblem, który w lot wszystko łapał) i świetnie poprowadziła seminarium oraz zawody treningowe. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie... pogoda! Dwa dni zamarzania w deszczu... Do dziś dziwię się jak Bąbel mi to wybaczył :P Ćwiczył naprawdę dzielnie, ale wiem jak bardzo nie lubi wody - w jakiejkolwiek formie - i tego niestety nie dało się przeskoczyć. Czarnuch stanowczo odmawiał wykonywania wszelkich zadań polegających na leżeniu na mokrej trawie. Udało mi się przekonać go do położenia się na ręczniku, ale widać było, że tak intensywne dwa dni i to z taką pogodą, to dla niego zbyt wiele. Gdy wracaliśmy popołudniu samochodem do domu, to zasypiał w 5 minut oparty o moją rękę na drążku zmiany biegów ;) To był nasz debiut seminaryjny - jak widać ekstremalny, ale zupełnie tego nie żałuję! Poznałam lepiej mojego psa, zdałam sobie sprawę jak bardzo muszę pracować nad sobą jako przewodnikiem, ale przede wszystkim połknęłam bakcyla rally-o i jestem przekonana, że to jest ten psi sport, w który chcemy iść głębiej. Większość zadań z 1 klasy i niektóre z wyższych Bąbel już potrafi, potrzeba nam tylko spokojnego wypracowywania wszystkich elementów i utrwalania tych już "naumianych". Akurat kiedy w maju we Wrocławiu były zawody rally-o byłam na wyjeździe, ale śledzę daty kolejnych zmagań i jeśli nie w tym roku, to na pewno w przyszłym spróbujemy swoich sił w oficjalnych zawodach. Seminarium bardzo wiele mi dało, uświadomiło jak wiele zbędnych i mylących mojego psa gestów wykonuję, a on oczekuje tylko prostego znaku, bo dobrze wie co robić. Bardzo się cieszę, że mimo uciążliwej pogody udało nam się nauczyć kilku zupełnie nowych rzeczy, np. piwota w lewo! Ćwiczenia na świadomość psiej pupy nie poszły na marne :)

Wymęczony pies...

Niemalże równolegle do uczestnictwa w seminarium dołączyliśmy do OBIprzedszkola, prowadzonego przez Anię Zioberską i Kamilę Piątek. Po raz kolejny tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że nie ma to jak trenowanie pod okiem kogoś doświadczonego. Dziewczyny od razu wyłapywały moje błędy, pomagały odpowiednio wydawać polecenia, bardzo przystępnie wyjaśniały zawiły świat posłuszeństwa sportowego. Z powodu nawałnicy prywatnych i innych spraw musiałam zrezygnować z treningów - nie chciałam ich traktować po macoszemu. Jeśli nie mogę trenować na 100%, to wolę już zrezygnować, utrwalać to, co dotychczas, a wrócić jak już będę mogła się zaangażować. Jednak bardzo dużo przydatnych wskazówek i ćwiczeń mam spisanych w bąblowym kajeciku i korzystam z nich na potrzeby treningów "domowych". Wiele rzeczy, które ćwiczyłyśmy na zajęciach pomaga mi w wypracowywaniu z Bąblem komend zupełnie nie związanych z obi. Samokontrola, równanie do lewej nogi - to absolutne podstawy, które pomagają nam teraz chyba w każdej sytuacji. Bardzo się cieszę, że mogliśmy uczestniczyć chociaż w kilku zajęciach! 


Poza typowo sportowymi treningami Bąbel miał okazję poćwiczyć swoje umiejętności socjalizacyjne i to znów w dość ekstremalnych warunkach. Najpierw zabrałam go do Muzeum Narodowego we Wrocławiu, gdzie pracuję, jako gościa specjalnego na zajęciach dla dzieci poświęconych psom w sztuce. Naszym zadaniem było opowiedzenie dzieciom jak postępować z nieznanym psem, jakie gesty psy lubią, a jakich nie, oraz oczywiście pokazanie kilku popisowych sztuczek ;) Bąbel na początku był trochę zestresowany (oczywiście zabrałam go wcześniej do muzeum, żeby mógł sobie obwąchać teren, zapoznać się z otoczeniem), ale zachowywał się pierwszorzędnie i z radością odbierał głaski od dzieci. W maju mieliśmy kolejną okazję do spotkania z dziećmi, tym razem wraz z Nitrem i jego opiekunką Olą z bloga Pies we Wrocławiu odwiedziliśmy pobliskie przedszkole, aby znów opowiedzieć dzieciom jak zachowywać się wobec czworonogów, pokazać kilka sztuczek i przede wszystkim opowiedzieć o adopcji i o naszych schroniskowcach. Byliśmy naprawdę ciepło przyjęci, psy spisały się na medal i dzieciom chyba się podobało ;)

Jeśli chodzi o domowe treningi, to nie było ich zbyt wiele, mea culpa. Ale za to Bąbel dostawał solidną porcję dłuższych spacerów - w ramach walki o powrót do szczupłej sylwetki kudłacza ;) I mamy sukces! Waga wskazuje w tym momencie 13,5 kg, co oznacza spadek o prawie 1 kg! Do wymarzonej masy brakuje jeszcze 1 kg w dół, ale i tak jestem już bardzo zadowolona. Pomogło na pewno przejście na dietetyczną karmę VetExpert Obesity, ścisła inwigilacja podkarmiaczy Bąbla oraz właśnie ten dodatkowy ruch. Najbardziej cieszę się z tego, że wraz ze spadkiem wagi Bąbel na powrót stał się ruchliwy, bardziej radosny i problemy z tylną łapą odeszły w niepamięć. Nie zwalniamy i spalamy dalej! :) 


Czerwiec oznaczał dla nas dwie duże psie imprezy - dogtrekking w Trzebnicy i 3. Piknik na Czterech Łapach. Nasz dogtrekkingowy debiut zaliczam jako udany! Mimo niemiłej przygody (przez pewien czas musiałam Bąbla nieść, ponieważ przestraszył się wystrzałów gdzieś w oddali i przywarł do ziemi, odmawiając pójścia dalej...), bardzo miło wspominam to wydarzenie, głównie ze względu na doborowe towarzystwo - dzięki Aria, Jaskier, Orson i Kira! :) Fajnie było też spotkać znów Bohuna, Pufową ekipę i Elizę z Sigmą, którzy startowali w długości mid. Nasze mini było zdecydowanie najlepszym wyborem na początek przygody z dogtrekkingiem, ale chętnie spróbuję sił na dłuższych trasach w przyszłym sezonie. Być może uda nam się w tym roku jeszcze wziąć udział w zawodach w Złotym Stoku. Bąbel fajnie dawał radę kondycyjnie i gdyby nie te wystrzały to dziarsko dotarłby do mety bez większych przeszkód :)
Piknik na Czterech Łapach to już powoli nasza mała psia tradycja. Uczestniczyliśmy w nim w zeszłym roku, bardzo nam się podobało, więc nie było opcji, żeby w tym roku ominąć to wydarzenie! Wzięliśmy udział w wyborach mistera Acana (niestety bez pozytywnego rezultatu, ale liczy się zabawa! :)) i w grze terenowej, gdzie udało nam się znaleźć w gronie 10 najlepszych drużyn, za co otrzymaliśmy różne ciekawe psie fanty (jeszcze nie wszystkie wypróbowaliśmy, a jest wśród nich np. szampon czy naturalne gryzaki). Gra w tym roku była w mojej ocenie jeszcze fajniej przygotowana niż w roku ubiegłym. Ogromny plus dla organizatorów za przygotowanie punktu Fundacji Węgielek, w którym można było nauczyć się jak udzielać pierwszej pomocy czworonogom!

Bąbel idzie zaprezentować się jako kandydat na mistera pikniku :)

Nasz parkowy kolega, Misiek, w nabytej na pikniku muszce od MalinaCrafts prezentował się wspaniale!

No i kończy się lipiec, zaraz sierpień, wrzesień... Nasze plany na ten kolejny kwartał to przede wszystkim powrót do ćwiczenia na własną rękę sztuczek i elementów rally-o oraz podtrzymanie tradycji dłuższych spacerów. Na ambitniejsze cele przyjdzie czas...
Daję sobie też czas na odpoczynek i mały reset. Bardzo tego potrzebuję. Bąbel już miał swoje wakacje w tym roku - był z moimi rodzicami nad morzem (pojechaliśmy z narzeczonym tylko na weekend razem z nimi, bo musieliśmy zobaczyć jak Bąbel zareaguje na plażę i morze, ale nie mogliśmy zostać - praca...) i u babci. Okazuje się, że to prawdziwy pies plażowy! Do wody raczej się nie zbliża, ale kopaniu i bieganiu po plaży nie ma końca. Rodzice twierdzą, że wakacje bardzo mu się podobały ;)

"Spadaj matka, nie idę do żadnej wody..."
Samo szczęście! :)
Zamyślony... Ciekawe co dziś będzie na kolację...
Gdyby tylko ten piasek nie leciał tak do oczu!

A jak Wam mijają letnie miesiące? Odpoczywacie czy może właśnie teraz intensywniej nad czymś pracujecie? Dajcie znać co u Waszych czworonogów!

piątek, 8 kwietnia 2016

Kwartalnik treningowy #1 - styczeń-marzec 2016 i plany na kolejne miesiące

Ostatni kwartał nie był dla nas najłatwiejszy. Właściwie do końca stycznia największą udręką były...spacery. Udręką bynajmniej nie dla mnie, ale dla Bąbla. Niestety bardzo kiepsko znosi on fajerwerki i w tym roku odniosłam wrażenie, że jego wrażliwość na huk jeszcze wzrosła. Wystarczyło, że w dwie minuty po wyjściu na spacer gdzieś w oddali usłyszał odgłos niekoniecznie nawet będący wystrzałem, ale przypominający go (np. trzaśnięcie klapy od śmietnika), momentalnie następował w tył zwrot i ciągnięcie z całej siły do domu. O dalszym spacerze nie było mowy. Stopniowo sytuacja się poprawiała, ale mnie z kolei dopadły różne obowiązki i miałam wyjątkowo dużo na głowie (nie żeby to się specjalnie zmieniło, póki nie obronię mgr chyba tak zostanie ;)), przez co treningi zupełnie nam się rozluzowały, a ja nieco się rozleniwiłam w tej kwestii. Poza tym na spacerach często bywało tak, że to Bąbel "decydował" gdzie idziemy, a nie ja - i jakbym go nie przekonywała - smaczkami, uciekaniem, zabawkami, czymkolwiek - nic się nie udawało, więc siłą rzeczy, żeby "wychodzić" z nim jakiekolwiek siku musiałam pójść tam, gdzie czarny prowadził. Wydaje mi się, że była to pozostałość tego lęku przed hukiem i w zależności od okoliczności tylko jemu znanych wybierał trasę dla siebie najbardziej komfortową, na której mógł czuć się bezpiecznie. Ulubiony kierunek - tzw. "nowe bloki" i nasz gabinet weterynaryjny ;) Do tej pory czasem próbuje wymusić, żebyśmy tam poszli - nie wątpię, że ma to związek z tym, że jest na diecie, a panie czasem dadzą smaczka... Ale o diecie jeszcze za chwilę.

Polowanie na wiewiórki w Parku Szczytnickim...

Pogoda też nie sprzyjała dłuższym spacerom i treningom na powietrzu, bo Czarny należy do wyjątkowo wybrednych psów w tej kwestii i na deszcz reaguje spojrzeniem typu "seriously?" i nie zamierza zrobić kroku, żeby wyjść z klatki schodowej. Obydwoje więc trochę oklapliśmy. Ale marzec przyniósł nową motywację do treningów, powtórki tego, co już było i wielką niespodziankę! Nie dość, że Bąbel przez te długie tygodnie przerwy niczego nie zapomniał, to jeszcze zrobił perfekcyjnego susła za pierwszym razem, a tę komendę dopiero zaczynaliśmy ćwiczyć kilka razy w zimie! Domyślam się, że wyszło mu przez przypadek, bo do tej pory nie udało się uzyskać ponownie tak spektakularnego efektu, ale pracujemy ;) Najważniejsza jest jednak refleksja, która do mnie po tym wszystkim przyszła i podniosła na duchu. Przyznaję, źle się czułam, że zaprzestaliśmy regularnie trenować i obawiałam się, że jak zaczniemy, to będziemy "w tyle", a to miłe zaskoczenie uświadomiło mi jak inteligentnego i zaangażowanego mam psa, i że on też potrzebuje czasem takiego okresu większego luzu, bo po tym może - w zasadzie i on, i ja - z większą energią wrócić do pracy. Oby ta tendencja się utrzymała, bo teraz będzie coraz więcej do trenowania - dołączyliśmy do OBIprzedszkola (co prawda jako starszaki, ale przyjęto nas ;)) i będziemy co tydzień w poniedziałki zgłębiać tajniki obedience, a jutro i pojutrze czeka nas seminarium i zawody treningowe rally-o z Olgą Nylec. Na pewno nasze wrażenia zrelacjonujemy! A na czerwiec szykujemy się do debiutu na dogtrekkingu w Trzebnicy.

Typowy zestaw psiarza: saszetka ze smakami, sznur gumowych parówek, stare dżinsy do brudzenia.

Żeby jednak nie było tak optymistycznie, marcowy powrót do formy już na samym początku zakłóciła tajemnicza kontuzja tylnej prawej łapki. Bąbel kulał dziwnie długo i coraz bardziej, po kilku konsultacjach u naszych wetek zostaliśmy wysłani do ortopedy. Po dwóch badaniach i RTG werdykt był jeden, ale niezbyt precyzyjny - coś ze stawem kolanowym, trudno powiedzieć jaka przyczyna, być może jakaś mikrokontuzja, ale ewidentnie coś się dzieje ze stawem. Za młody jednak na zwyrodnienia... Dostał strzykawkę w kolano (blokadę stawu), a od wetek chondroprotetyki jako suplement do karmy (łyka syropek z zadowoleniem). Po 3-4 dniach od wizyty u ortopedy (swoją drogą bardzo polecamy - dr Bieżyński na klinikach weterynaryjnych we Wrocławiu, profesjonalista!) nastąpiło drastyczne pogorszenie. Bąbel właściwie przestał używać łapy, kicał na jednej. Doktor ostrzegał, że coś takiego może nastąpić, ale i tak miny mieliśmy nietęgie... Na szczęście stopniowo wszystko zaczęło iść ku dobremu i teraz już jest prawie idealnie. W przyszłym tygodniu idziemy na kontrolę, trzymajcie kciuki!


Z wydarzeń bardziej sensacyjnych - Bąbel został ostrzyżony! W tym wpisie zamieszczam jeszcze zdjęcia "przed", ale na facebooku wrzuciłam niedawno jedno "po" - muszę przyznać, że na pewno go to odmłodziło i chyba przez dwa dni nie mogłam się przyzwyczaić do tej nowej "stylówki" ;) Wydaje mi się, że przez ostatnie kilka miesięcy zarósł na tyle mocno, że takie przystrzyżenie dobrze mu zrobi, a mi pozwoli na swego rodzaju eksperyment - sprawdzenie w jakim tempie sierść mu odrasta i jaka długość jest najfajniejsza ;) Podobał mi się i futrzasty, podoba mi się też taki szczeniaczkowo-owieczkowy, jak teraz - ale mam wrażenie, że stan pośredni będzie strzałem w dziesiątkę. Co ciekawe, po tych kilku dniach od strzyżenia już widać, że gdzieniegdzie kudełki rosną... Długo chyba nie będziemy czekać na powrót czarnej kuli :D


A propos kuli - strzyżenie uwypukliło również problem, z którym zmagamy się od dłuższego czasu, a mianowicie nadwagę. Przy adopcji Bąbel ważył 10 kg - za mało, przybrał do 12, było idealnie, ale po kastracji skoczyło już do 14... Nie będę wskazywać palcem kto miał w tym największy udział, tylko zabieram się do roboty nad tym, żeby mój pies był zdrowy i sprawny! Naszym pierwszym celem jest spadek do 13 kg, bardzo Was proszę o wsparcie i trzymanie kciuków! Zmieniliśmy karmę na lżejszą (VetExpert Obesity, wcześniej ze względu na profilaktykę wątroby byliśmy na Renalu z tej firmy, przed zmianą karmą zrobiliśmy badania krwi i okazało się szczęśliwie, że Bąbel jest całkowicie zdrowy) i staramy więcej się ruszać - pogoda będzie temu sprzyjać, więc mam nadzieję, że w wakacje Bąbel wkroczy już lżejszy! Mam jednak pewne obawy, bo mam wrażenie, że Czarny ma od kilku tygodni mniej energii niż miał kiedyś, już nie tak chętnie bawi się z innymi psami (co innego ze swoimi ludźmi, co bardzo mnie cieszy, ale jednak równowaga byłaby wskazana...) i zrobił się trochę oklapnięty... A może to tylko moje wrażenie? Mija właśnie rok od kastracji, oby nie był to skutek jego uspokojonych hormonów... Miejmy nadzieję, że zmiana diety i regularne treningi go rozruszają! Tym bardziej, że jednym z naszych głównych celów jest budowanie motywacji na zabawkę.


Tak jak to zwykle robiłam w tego typu wpisach, chciałabym jeszcze na koniec krótko podsumować ostatnie 3 miesiące pracy i rozpisać mniej więcej plan na kolejne. Tym razem pewnie będzie jeszcze bardziej ramowo i skrótowo, bo zaczęliśmy prowadzić dziennik treningowy - jak na razie prowadzenie go idzie super, zwykle rozpisuję sobie tydzień-dwa i ułatwia to znacznie rozplanowanie treningów o różnym stopniu intensywności. To, co ćwiczyliśmy przede wszystkim w minionym kwartale to standardowe sztuczki, a więc tak naprawdę utrwalanie tego, co już było i kilka elementów rally-o. Wszystko szło w miarę dobrze, ale jedna rzecz, i to klucza, bardzo nam się osłabiła - odwołanie i przywołanie, zwłaszcza jednak to pierwsze. Zatem moje kluczowe cele na kwiecień, maj i czerwiec to:

  • wzmocnić odwołanie i przywołanie
  • dawać z siebie 200% na treningach obi i pracować stopniowo nad 7-ma fundamentami wg Joanny Hewelt
  • wzmocnić własną i bąblową kondycję, żeby być gotowym na dogtrekking - dłuższe spacery, bieganie
  • przyuczyć Bąbla do kennelu (idzie nieźle, ale wciąż mam obawy co będzie jutro na seminarium...)
  • utrwalać to, co już umiemy [klik]: sztuczki, codzienne komendy
  • konsekwentnie uczyć się cofania na przedmioty, trzymaj-puść i dopracować susła

Oby udało się zrealizować chociaż część, z tego, co mamy w planach :) A tymczasem lecę spakować ostatnie rzeczy na jutrzejsze seminarium. Trzymajcie za nas kciuki!

niedziela, 3 stycznia 2016

Podsumowanie listopada i grudnia 2015 - zaczynamy 2016!

Ostrzegam, będzie dużo zdjęć :) W tym śniegowe!


No hejka :)


Jak to się stało, że ostatni wpis był prawie 2 miesiące temu? Sama nie wiem kiedy to minęło, ale działo się dużo, i w psim, i w niepsim świecie, więc blog musiał odejść na dalszy plan. Mimo wszystkich widm magisterkowych i różnych innych będę starała się w 2016 roku pisać regularniej, a jeśli niezbyt często, to chociaż konkretnie :) Podsumowania i plany pracy będą pojawiać się pewnie co dwa miesiące, ale nie narzucam tu sobie rytmu, bo nigdy nic nie wiadomo jak to z tym czasem wyjdzie. Najważniejsze jest mieć czas dla Bąbla :) Oczywiście treningów przez ostatnie dwa miesiące nie odpuszczaliśmy, można powiedzieć, że jedynie w grudniu daliśmy sobie trochę na luz. Teraz startujemy z nową energią w nowym roku! Naszym głównym celem są zawody rally-o. Chcemy spróbować swoich sił w tej dyscyplinie, a ćwiczenie poszczególnych komend sprawia nam samo w sobie dużą frajdę. W miarę możliwości będziemy także chcieli uczestniczyć w większej liczbie grupowych spacerów czy ćwiczeń (czas odświeżyć tropienie!). 


"Mame, dobrze robię?"

Listopad i grudzień uznaję za bardzo udany. Bąbel naprawdę nie przestaje dawać z siebie 100%! Jestem pod wielkim wrażeniem jak szybko się uczy i choć oczywiście są lepsze i gorsze dni, mamy swoje różne zmagania, to na ogół Czarny spisuje się rewelacyjnie. Znacznie poprawiło się jego ogólne zachowanie (porównując na przestrzeni ostatniego półrocza), w czym regularnie treningi (=zamęczanie psychiczne ;)) z pewnością pomogły. Nie jest już tak nieprzewidywalny i nerwowy, a zdecydowanie bardziej radosny :)

Grudzień i początek stycznia były dla nas trudne ze względu na czynniki zewnętrzne - czyli standardowy problem "fajerwerki a sprawa psia". Niestety Bąbel należy do tych futrzaków, które bardzo boją się wszelkich, nawet odległych odgłosów wystrzałów. Gdy usłyszy coś takiego będąc na spacerze na smyczy, od razu robi zwrot i zaczyna ciągnąć do domu. Nierzadko też przy szczególnie intensywnych seriach wystrzałów trząsł się jak galareta. Robimy co możemy, żeby pomóc w tym niełatwym okresie i wydaje nam się, że małymi kroczkami idzie to ku dobremu. Odleglejsze wystrzały nie są już takie przerażające, da się jeszcze po nich pójść dalej na spacer. Nie bronimy jednak Bąblowi kontaktu z nami, gdy przerażony szuka miejsca dla siebie w domu - zaobserwowaliśmy, że dużo lepiej się czuje, gdy siedzi przy kimś, wtulony. Potrzebuje takiego oparcia, więc mu je dajemy, jednak tylko kiedy sam zadecyduje i podchodzi, żeby się przytulić. Nie chcemy pochwalać przecież jego strachu! Odkryliśmy też, że znacznie mniej pewnie czuje się po zmroku i wtedy zazwyczaj spacery ograniczały się do najbliższych ulic. Jeśli udało się w dzień choćby dotrzeć do parku to był sukces! Ale nie zmuszaliśmy go, lepiej żeby spacer był krótszy i nie stresował piesa.

Na celowniku...

Oczywiście spacery odbywały się przede wszystkim na smyczy, zwłaszcza w ostatnich tygodniach. W ubiegłym roku z powodu sztucznych ogni Bąbel raz już uciekł - na szczęście schronił się w pobliskim warzywniaku i miał adresówkę z nr telefonu i adresem, więc miła pani odprowadziła go pod nasz dom i zadzwoniła do mnie. Wiem, że świadomej psiej blogosferze nie trzeba tego dwa razy powtarzać, ale to musi wybrzmieć: niech Wasze psiaki mają adresówki! To może uratować ich życie! Jestem przerażona liczbą ogłoszeń o zaginionych psach jaka ostatnio zalewa internet... 

Muszę jednak znów pochwalić mojego Czarnucha :) Zdarzało się w spokojniejsze dni, w miłym psim towarzystwie, że bywał spuszczany ze smyczy. Ja akurat bywałam wtedy w pracy i robił to mój tato, co na początku spotkało się z moimi obawami i sprzeciwem...do momentu kiedy usłyszałam, że pewnego razu Bąbel, hasając sobie w najlepsze na górce z psimi koleżkami, usłyszał wystrzał, dość głośny i początkowo znieruchomiał. Wyobraźcie sobie, że nie dość, że nie rzucił się do ucieczki, głuchy na wszelkie nawoływania, to jeszcze od razu popatrzył na mojego tatę, jakby pytał "co to było, co robimy, pomóż!" i czekał na reakcję. Mój tata go przywołał, zapiął mu smycz i wrócili do domu (chociaż na smyczy już bardzo ciągnął). Z tego osiągnięcia Bąbla jestem chyba najbardziej dumna! Tak się cieszę, że potrafił zaufać nam w trudnej sytuacji!



Popisowy numer ;)

Teraz na szczęście wystrzały cichną i styczeń przyniósł wymarzony przez Bąbla (i przeze mnie też ;)) śnieg! To jest po prostu śnieżny potwór, ryje nosem w puchu jak dzik, tarza się, biega jakby z dodatkowym napędem, radości nie ma końca! :) Ze względu na tę wzmożoną aktywność w mroźne dni i uporczywie zamarzające mu między paluszkami lodowe bryłki zainwestowałam w buty. Dla psa. Serio. Wiem, że niezapsione (i w sumie nie tylko!) osoby będą w szoku :D Kupiliśmy model Active Walker z Trixie, aby mógł nam służyć też na górskich szlakach, które chcielibyśmy w tym roku odwiedzić. Na razie przechodzimy drugi dzień przyzwyczajania Bąbla do butów w domu. Nie jest źle, chociaż bardzo śmiesznie! Idzie mu jednak powoli coraz lepiej. Oczywiście nie omieszkam nagrać filmiku, żebyśmy mogli się pośmiać z tańczącego piesa, który nie rozumie co mu właśnie człowieki założyły. Trzymajcie kciuki, żeby szybko się przyzwyczaił!




Uff, dość już tej pisaniny, jeszcze tylko standardowe podsumowanko i plan - w nieco zmienionej formie - będę uwzględniać tylko kluczowe elementy, których się uczyliśmy, najważniejsze w danym okresie, drobniejsze kwestie aktualizuję na bieżąco TU. Mam rozgrzebanych kilka pomysłów na wpisy, w tym jeden już tworzony, mam więc nadzieję, że uda mi się niedługo go zamieścić. Tymczasem startuję z czytaniem książki Alexandry Horowitz "Oczami psa" - spodziewajcie się pewnego dnia recenzji!



Podsumowanie listopada i grudnia


  • chodzenie przy nodze na smyczy - bardzo dobrze, 3+ ;) to raczej ocena dla mnie, bo opuściłam się w ćwiczeniu, Bąbel za to utrzymał dobry poziom! - 80%
  • wzmocnienie przywołania - troszkę ten śnieg nam psa rozkojarzył, mamy więc kolejne wyzwanie do przećwiczenia, ale wysoki poziom jest utrzymany - 80%
  • zostań - znaczna poprawa, ale dążymy do perfekcji; największe osiągniecie to utrzymanie komendy, gdy ja obchodzę Bąbla wokół (wiwat ćwiczenia na rally-o ;)) - 70%
  • slalom między nogami, ósemka i out - mamy to! - 100%
  • rozróżnienie zdechł pies a turlaj się - udało się! dwa razy przeturlał się w domu, a więc dywan też nadaje się do turlania, nie tylko trawa! i mniej więcej na tym koniec postępów, wciąż walczymy ;) - 30%
  • płynne zmiany siad-waruj na komendę gestem, naprzeciw i przy nodze - re-we-la-cja, Bąbel rządzi! - 90%
  • równaj do lewej nogi - dopracowujemy równanie pod różnymi kątami i uruchamiamy psią pupę, jest nieźle - 70%
  • suseł - nowo wprowadzona komenda i jak się okazuje, Bąbel daje radę! musimy jeszcze popracować nad balansem i będzie ekstra - 70%


Plan pracy na styczeń

  • wskakiwanie na ręce - czas w końcu się na poważnie za to zabrać!
  • cofanie się z wchodzeniem tylnymi łapkami na przedmioty
  • wprowadzenie podskoku w miejscu równo z pańcią ;)
  • trzymaj i puść - to będzie wyzwanie!
  • dalsza praca nad susłem, zostawaniem i wszystkim innym, co trzeba dopracować z dotychczasowo ćwiczonych elementów ;)
  • elementy RALLY-O
  • zastąpienie częściowo nagradzania smaczkami przez nagradzanie zabawą, motywacja na zabawkę-szarpak