niedziela, 31 lipca 2016

Kwartalnik treningowy #2 - kwiecień-czerwiec + relacja z seminarium rally-o oraz 3. Pikniku na Czterech Łapach

Wszystko opóźnione, szkoda gadać, co ze mnie za psi bloger! Nie zanosi się na poprawę w najbliższym czasie, ale nie ma co się tłumaczyć i wychodzić tu z prywatą, jak się poprawi, to się poprawi, a tymczasem nadrabiamy zaległości! :)


Kwiecień, maj i czerwiec były dla mnie prywatnie bardzo pracowite, co niestety odbiło się na sensownym spędzaniu czasu z Bąblem. Nie nudziliśmy się jednak i mimo, że w domu treningi szły nam w kratkę, to działo się i tak sporo!

Kwiecień minął nam przede wszystkim pod znakiem rally-o i podstaw obedience. Uczestniczyliśmy (razem z Bohunem! łapka! :)) w seminarium rally-o prowadzonym przez Olgę Nylec, a zorganizowanym przez chłopaków z Nakamy - Psiej Akademii. Pani Olga jest rewelacyjna jako trener (od razu widziała, że bardziej trzeba w naszym tandemie pracować ze mną, niż z Bąblem, który w lot wszystko łapał) i świetnie poprowadziła seminarium oraz zawody treningowe. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie... pogoda! Dwa dni zamarzania w deszczu... Do dziś dziwię się jak Bąbel mi to wybaczył :P Ćwiczył naprawdę dzielnie, ale wiem jak bardzo nie lubi wody - w jakiejkolwiek formie - i tego niestety nie dało się przeskoczyć. Czarnuch stanowczo odmawiał wykonywania wszelkich zadań polegających na leżeniu na mokrej trawie. Udało mi się przekonać go do położenia się na ręczniku, ale widać było, że tak intensywne dwa dni i to z taką pogodą, to dla niego zbyt wiele. Gdy wracaliśmy popołudniu samochodem do domu, to zasypiał w 5 minut oparty o moją rękę na drążku zmiany biegów ;) To był nasz debiut seminaryjny - jak widać ekstremalny, ale zupełnie tego nie żałuję! Poznałam lepiej mojego psa, zdałam sobie sprawę jak bardzo muszę pracować nad sobą jako przewodnikiem, ale przede wszystkim połknęłam bakcyla rally-o i jestem przekonana, że to jest ten psi sport, w który chcemy iść głębiej. Większość zadań z 1 klasy i niektóre z wyższych Bąbel już potrafi, potrzeba nam tylko spokojnego wypracowywania wszystkich elementów i utrwalania tych już "naumianych". Akurat kiedy w maju we Wrocławiu były zawody rally-o byłam na wyjeździe, ale śledzę daty kolejnych zmagań i jeśli nie w tym roku, to na pewno w przyszłym spróbujemy swoich sił w oficjalnych zawodach. Seminarium bardzo wiele mi dało, uświadomiło jak wiele zbędnych i mylących mojego psa gestów wykonuję, a on oczekuje tylko prostego znaku, bo dobrze wie co robić. Bardzo się cieszę, że mimo uciążliwej pogody udało nam się nauczyć kilku zupełnie nowych rzeczy, np. piwota w lewo! Ćwiczenia na świadomość psiej pupy nie poszły na marne :)

Wymęczony pies...

Niemalże równolegle do uczestnictwa w seminarium dołączyliśmy do OBIprzedszkola, prowadzonego przez Anię Zioberską i Kamilę Piątek. Po raz kolejny tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że nie ma to jak trenowanie pod okiem kogoś doświadczonego. Dziewczyny od razu wyłapywały moje błędy, pomagały odpowiednio wydawać polecenia, bardzo przystępnie wyjaśniały zawiły świat posłuszeństwa sportowego. Z powodu nawałnicy prywatnych i innych spraw musiałam zrezygnować z treningów - nie chciałam ich traktować po macoszemu. Jeśli nie mogę trenować na 100%, to wolę już zrezygnować, utrwalać to, co dotychczas, a wrócić jak już będę mogła się zaangażować. Jednak bardzo dużo przydatnych wskazówek i ćwiczeń mam spisanych w bąblowym kajeciku i korzystam z nich na potrzeby treningów "domowych". Wiele rzeczy, które ćwiczyłyśmy na zajęciach pomaga mi w wypracowywaniu z Bąblem komend zupełnie nie związanych z obi. Samokontrola, równanie do lewej nogi - to absolutne podstawy, które pomagają nam teraz chyba w każdej sytuacji. Bardzo się cieszę, że mogliśmy uczestniczyć chociaż w kilku zajęciach! 


Poza typowo sportowymi treningami Bąbel miał okazję poćwiczyć swoje umiejętności socjalizacyjne i to znów w dość ekstremalnych warunkach. Najpierw zabrałam go do Muzeum Narodowego we Wrocławiu, gdzie pracuję, jako gościa specjalnego na zajęciach dla dzieci poświęconych psom w sztuce. Naszym zadaniem było opowiedzenie dzieciom jak postępować z nieznanym psem, jakie gesty psy lubią, a jakich nie, oraz oczywiście pokazanie kilku popisowych sztuczek ;) Bąbel na początku był trochę zestresowany (oczywiście zabrałam go wcześniej do muzeum, żeby mógł sobie obwąchać teren, zapoznać się z otoczeniem), ale zachowywał się pierwszorzędnie i z radością odbierał głaski od dzieci. W maju mieliśmy kolejną okazję do spotkania z dziećmi, tym razem wraz z Nitrem i jego opiekunką Olą z bloga Pies we Wrocławiu odwiedziliśmy pobliskie przedszkole, aby znów opowiedzieć dzieciom jak zachowywać się wobec czworonogów, pokazać kilka sztuczek i przede wszystkim opowiedzieć o adopcji i o naszych schroniskowcach. Byliśmy naprawdę ciepło przyjęci, psy spisały się na medal i dzieciom chyba się podobało ;)

Jeśli chodzi o domowe treningi, to nie było ich zbyt wiele, mea culpa. Ale za to Bąbel dostawał solidną porcję dłuższych spacerów - w ramach walki o powrót do szczupłej sylwetki kudłacza ;) I mamy sukces! Waga wskazuje w tym momencie 13,5 kg, co oznacza spadek o prawie 1 kg! Do wymarzonej masy brakuje jeszcze 1 kg w dół, ale i tak jestem już bardzo zadowolona. Pomogło na pewno przejście na dietetyczną karmę VetExpert Obesity, ścisła inwigilacja podkarmiaczy Bąbla oraz właśnie ten dodatkowy ruch. Najbardziej cieszę się z tego, że wraz ze spadkiem wagi Bąbel na powrót stał się ruchliwy, bardziej radosny i problemy z tylną łapą odeszły w niepamięć. Nie zwalniamy i spalamy dalej! :) 


Czerwiec oznaczał dla nas dwie duże psie imprezy - dogtrekking w Trzebnicy i 3. Piknik na Czterech Łapach. Nasz dogtrekkingowy debiut zaliczam jako udany! Mimo niemiłej przygody (przez pewien czas musiałam Bąbla nieść, ponieważ przestraszył się wystrzałów gdzieś w oddali i przywarł do ziemi, odmawiając pójścia dalej...), bardzo miło wspominam to wydarzenie, głównie ze względu na doborowe towarzystwo - dzięki Aria, Jaskier, Orson i Kira! :) Fajnie było też spotkać znów Bohuna, Pufową ekipę i Elizę z Sigmą, którzy startowali w długości mid. Nasze mini było zdecydowanie najlepszym wyborem na początek przygody z dogtrekkingiem, ale chętnie spróbuję sił na dłuższych trasach w przyszłym sezonie. Być może uda nam się w tym roku jeszcze wziąć udział w zawodach w Złotym Stoku. Bąbel fajnie dawał radę kondycyjnie i gdyby nie te wystrzały to dziarsko dotarłby do mety bez większych przeszkód :)
Piknik na Czterech Łapach to już powoli nasza mała psia tradycja. Uczestniczyliśmy w nim w zeszłym roku, bardzo nam się podobało, więc nie było opcji, żeby w tym roku ominąć to wydarzenie! Wzięliśmy udział w wyborach mistera Acana (niestety bez pozytywnego rezultatu, ale liczy się zabawa! :)) i w grze terenowej, gdzie udało nam się znaleźć w gronie 10 najlepszych drużyn, za co otrzymaliśmy różne ciekawe psie fanty (jeszcze nie wszystkie wypróbowaliśmy, a jest wśród nich np. szampon czy naturalne gryzaki). Gra w tym roku była w mojej ocenie jeszcze fajniej przygotowana niż w roku ubiegłym. Ogromny plus dla organizatorów za przygotowanie punktu Fundacji Węgielek, w którym można było nauczyć się jak udzielać pierwszej pomocy czworonogom!

Bąbel idzie zaprezentować się jako kandydat na mistera pikniku :)

Nasz parkowy kolega, Misiek, w nabytej na pikniku muszce od MalinaCrafts prezentował się wspaniale!

No i kończy się lipiec, zaraz sierpień, wrzesień... Nasze plany na ten kolejny kwartał to przede wszystkim powrót do ćwiczenia na własną rękę sztuczek i elementów rally-o oraz podtrzymanie tradycji dłuższych spacerów. Na ambitniejsze cele przyjdzie czas...
Daję sobie też czas na odpoczynek i mały reset. Bardzo tego potrzebuję. Bąbel już miał swoje wakacje w tym roku - był z moimi rodzicami nad morzem (pojechaliśmy z narzeczonym tylko na weekend razem z nimi, bo musieliśmy zobaczyć jak Bąbel zareaguje na plażę i morze, ale nie mogliśmy zostać - praca...) i u babci. Okazuje się, że to prawdziwy pies plażowy! Do wody raczej się nie zbliża, ale kopaniu i bieganiu po plaży nie ma końca. Rodzice twierdzą, że wakacje bardzo mu się podobały ;)

"Spadaj matka, nie idę do żadnej wody..."
Samo szczęście! :)
Zamyślony... Ciekawe co dziś będzie na kolację...
Gdyby tylko ten piasek nie leciał tak do oczu!

A jak Wam mijają letnie miesiące? Odpoczywacie czy może właśnie teraz intensywniej nad czymś pracujecie? Dajcie znać co u Waszych czworonogów!

2 komentarze:

  1. Jaki on piękny :) Ja też bardzo lubię treningi pod okiem profesjonalistów, zawsze wyłapią moje błędy, całe szczęście czynię ich coraz mniej ;)

    OdpowiedzUsuń