Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 lipca 2016

Kwartalnik treningowy #2 - kwiecień-czerwiec + relacja z seminarium rally-o oraz 3. Pikniku na Czterech Łapach

Wszystko opóźnione, szkoda gadać, co ze mnie za psi bloger! Nie zanosi się na poprawę w najbliższym czasie, ale nie ma co się tłumaczyć i wychodzić tu z prywatą, jak się poprawi, to się poprawi, a tymczasem nadrabiamy zaległości! :)


Kwiecień, maj i czerwiec były dla mnie prywatnie bardzo pracowite, co niestety odbiło się na sensownym spędzaniu czasu z Bąblem. Nie nudziliśmy się jednak i mimo, że w domu treningi szły nam w kratkę, to działo się i tak sporo!

Kwiecień minął nam przede wszystkim pod znakiem rally-o i podstaw obedience. Uczestniczyliśmy (razem z Bohunem! łapka! :)) w seminarium rally-o prowadzonym przez Olgę Nylec, a zorganizowanym przez chłopaków z Nakamy - Psiej Akademii. Pani Olga jest rewelacyjna jako trener (od razu widziała, że bardziej trzeba w naszym tandemie pracować ze mną, niż z Bąblem, który w lot wszystko łapał) i świetnie poprowadziła seminarium oraz zawody treningowe. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie... pogoda! Dwa dni zamarzania w deszczu... Do dziś dziwię się jak Bąbel mi to wybaczył :P Ćwiczył naprawdę dzielnie, ale wiem jak bardzo nie lubi wody - w jakiejkolwiek formie - i tego niestety nie dało się przeskoczyć. Czarnuch stanowczo odmawiał wykonywania wszelkich zadań polegających na leżeniu na mokrej trawie. Udało mi się przekonać go do położenia się na ręczniku, ale widać było, że tak intensywne dwa dni i to z taką pogodą, to dla niego zbyt wiele. Gdy wracaliśmy popołudniu samochodem do domu, to zasypiał w 5 minut oparty o moją rękę na drążku zmiany biegów ;) To był nasz debiut seminaryjny - jak widać ekstremalny, ale zupełnie tego nie żałuję! Poznałam lepiej mojego psa, zdałam sobie sprawę jak bardzo muszę pracować nad sobą jako przewodnikiem, ale przede wszystkim połknęłam bakcyla rally-o i jestem przekonana, że to jest ten psi sport, w który chcemy iść głębiej. Większość zadań z 1 klasy i niektóre z wyższych Bąbel już potrafi, potrzeba nam tylko spokojnego wypracowywania wszystkich elementów i utrwalania tych już "naumianych". Akurat kiedy w maju we Wrocławiu były zawody rally-o byłam na wyjeździe, ale śledzę daty kolejnych zmagań i jeśli nie w tym roku, to na pewno w przyszłym spróbujemy swoich sił w oficjalnych zawodach. Seminarium bardzo wiele mi dało, uświadomiło jak wiele zbędnych i mylących mojego psa gestów wykonuję, a on oczekuje tylko prostego znaku, bo dobrze wie co robić. Bardzo się cieszę, że mimo uciążliwej pogody udało nam się nauczyć kilku zupełnie nowych rzeczy, np. piwota w lewo! Ćwiczenia na świadomość psiej pupy nie poszły na marne :)

Wymęczony pies...

Niemalże równolegle do uczestnictwa w seminarium dołączyliśmy do OBIprzedszkola, prowadzonego przez Anię Zioberską i Kamilę Piątek. Po raz kolejny tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że nie ma to jak trenowanie pod okiem kogoś doświadczonego. Dziewczyny od razu wyłapywały moje błędy, pomagały odpowiednio wydawać polecenia, bardzo przystępnie wyjaśniały zawiły świat posłuszeństwa sportowego. Z powodu nawałnicy prywatnych i innych spraw musiałam zrezygnować z treningów - nie chciałam ich traktować po macoszemu. Jeśli nie mogę trenować na 100%, to wolę już zrezygnować, utrwalać to, co dotychczas, a wrócić jak już będę mogła się zaangażować. Jednak bardzo dużo przydatnych wskazówek i ćwiczeń mam spisanych w bąblowym kajeciku i korzystam z nich na potrzeby treningów "domowych". Wiele rzeczy, które ćwiczyłyśmy na zajęciach pomaga mi w wypracowywaniu z Bąblem komend zupełnie nie związanych z obi. Samokontrola, równanie do lewej nogi - to absolutne podstawy, które pomagają nam teraz chyba w każdej sytuacji. Bardzo się cieszę, że mogliśmy uczestniczyć chociaż w kilku zajęciach! 


Poza typowo sportowymi treningami Bąbel miał okazję poćwiczyć swoje umiejętności socjalizacyjne i to znów w dość ekstremalnych warunkach. Najpierw zabrałam go do Muzeum Narodowego we Wrocławiu, gdzie pracuję, jako gościa specjalnego na zajęciach dla dzieci poświęconych psom w sztuce. Naszym zadaniem było opowiedzenie dzieciom jak postępować z nieznanym psem, jakie gesty psy lubią, a jakich nie, oraz oczywiście pokazanie kilku popisowych sztuczek ;) Bąbel na początku był trochę zestresowany (oczywiście zabrałam go wcześniej do muzeum, żeby mógł sobie obwąchać teren, zapoznać się z otoczeniem), ale zachowywał się pierwszorzędnie i z radością odbierał głaski od dzieci. W maju mieliśmy kolejną okazję do spotkania z dziećmi, tym razem wraz z Nitrem i jego opiekunką Olą z bloga Pies we Wrocławiu odwiedziliśmy pobliskie przedszkole, aby znów opowiedzieć dzieciom jak zachowywać się wobec czworonogów, pokazać kilka sztuczek i przede wszystkim opowiedzieć o adopcji i o naszych schroniskowcach. Byliśmy naprawdę ciepło przyjęci, psy spisały się na medal i dzieciom chyba się podobało ;)

Jeśli chodzi o domowe treningi, to nie było ich zbyt wiele, mea culpa. Ale za to Bąbel dostawał solidną porcję dłuższych spacerów - w ramach walki o powrót do szczupłej sylwetki kudłacza ;) I mamy sukces! Waga wskazuje w tym momencie 13,5 kg, co oznacza spadek o prawie 1 kg! Do wymarzonej masy brakuje jeszcze 1 kg w dół, ale i tak jestem już bardzo zadowolona. Pomogło na pewno przejście na dietetyczną karmę VetExpert Obesity, ścisła inwigilacja podkarmiaczy Bąbla oraz właśnie ten dodatkowy ruch. Najbardziej cieszę się z tego, że wraz ze spadkiem wagi Bąbel na powrót stał się ruchliwy, bardziej radosny i problemy z tylną łapą odeszły w niepamięć. Nie zwalniamy i spalamy dalej! :) 


Czerwiec oznaczał dla nas dwie duże psie imprezy - dogtrekking w Trzebnicy i 3. Piknik na Czterech Łapach. Nasz dogtrekkingowy debiut zaliczam jako udany! Mimo niemiłej przygody (przez pewien czas musiałam Bąbla nieść, ponieważ przestraszył się wystrzałów gdzieś w oddali i przywarł do ziemi, odmawiając pójścia dalej...), bardzo miło wspominam to wydarzenie, głównie ze względu na doborowe towarzystwo - dzięki Aria, Jaskier, Orson i Kira! :) Fajnie było też spotkać znów Bohuna, Pufową ekipę i Elizę z Sigmą, którzy startowali w długości mid. Nasze mini było zdecydowanie najlepszym wyborem na początek przygody z dogtrekkingiem, ale chętnie spróbuję sił na dłuższych trasach w przyszłym sezonie. Być może uda nam się w tym roku jeszcze wziąć udział w zawodach w Złotym Stoku. Bąbel fajnie dawał radę kondycyjnie i gdyby nie te wystrzały to dziarsko dotarłby do mety bez większych przeszkód :)
Piknik na Czterech Łapach to już powoli nasza mała psia tradycja. Uczestniczyliśmy w nim w zeszłym roku, bardzo nam się podobało, więc nie było opcji, żeby w tym roku ominąć to wydarzenie! Wzięliśmy udział w wyborach mistera Acana (niestety bez pozytywnego rezultatu, ale liczy się zabawa! :)) i w grze terenowej, gdzie udało nam się znaleźć w gronie 10 najlepszych drużyn, za co otrzymaliśmy różne ciekawe psie fanty (jeszcze nie wszystkie wypróbowaliśmy, a jest wśród nich np. szampon czy naturalne gryzaki). Gra w tym roku była w mojej ocenie jeszcze fajniej przygotowana niż w roku ubiegłym. Ogromny plus dla organizatorów za przygotowanie punktu Fundacji Węgielek, w którym można było nauczyć się jak udzielać pierwszej pomocy czworonogom!

Bąbel idzie zaprezentować się jako kandydat na mistera pikniku :)

Nasz parkowy kolega, Misiek, w nabytej na pikniku muszce od MalinaCrafts prezentował się wspaniale!

No i kończy się lipiec, zaraz sierpień, wrzesień... Nasze plany na ten kolejny kwartał to przede wszystkim powrót do ćwiczenia na własną rękę sztuczek i elementów rally-o oraz podtrzymanie tradycji dłuższych spacerów. Na ambitniejsze cele przyjdzie czas...
Daję sobie też czas na odpoczynek i mały reset. Bardzo tego potrzebuję. Bąbel już miał swoje wakacje w tym roku - był z moimi rodzicami nad morzem (pojechaliśmy z narzeczonym tylko na weekend razem z nimi, bo musieliśmy zobaczyć jak Bąbel zareaguje na plażę i morze, ale nie mogliśmy zostać - praca...) i u babci. Okazuje się, że to prawdziwy pies plażowy! Do wody raczej się nie zbliża, ale kopaniu i bieganiu po plaży nie ma końca. Rodzice twierdzą, że wakacje bardzo mu się podobały ;)

"Spadaj matka, nie idę do żadnej wody..."
Samo szczęście! :)
Zamyślony... Ciekawe co dziś będzie na kolację...
Gdyby tylko ten piasek nie leciał tak do oczu!

A jak Wam mijają letnie miesiące? Odpoczywacie czy może właśnie teraz intensywniej nad czymś pracujecie? Dajcie znać co u Waszych czworonogów!

niedziela, 25 października 2015

Śnieżnobiały uśmiech, przyjemny zapach z pyska - czy to możliwe? Recenzja smakołyków dentystycznych i nasze zębiskowe doświadczenia

Ech, miesiąc temu na bąblowej facebookowej stronce wrzucałam filmik (KLIK!) zapowiadający notkę, która ukazuje się dopiero dziś... No ale w końcu jest, a w wersjach roboczych kilka szkicowych wersji kolejnych wpisów, które mam nadzieję uda mi się regularnie zamieszczać. Ale do rzeczy, miało być o zębach!


Po pierwsze i najważniejsze - z naszego doświadczenia wynika, że nic nie zastąpi mycia zębów. To tak naprawdę jedyny sposób, który pomoże w osiągnięciu wymarzonych efektów. Tu oczywiście potrzebna jest systematyczność i konsekwencja, której, przyznaję się bez bicia, często mi brakuje. Moim celem jednak jest wypracowanie w sobie takiego samego odruchu mycia zębów Bąblowi wieczorem, jaki mam względem samej siebie. Jesteśmy już od dłuższego czasu wyposażenia przez nasze panie wetki w pastę dla psów i szczoteczkę, ale Bąbel co tego drugiego zachowuje, delikatnie mówiąc, spory dystans... Najczęściej używam więc gazy z niewielką ilością pasty. Samo mycie zębów to pewnie w oczach Czarnucha tortura porównywalna z kąpielą :P Niestety nie da się tego (przynajmniej na razie) zrobić po dobroci, ale i tak widzę, że w porównaniu z pierwszymi próbami jest znacząca różnica i powoli zaczyna się przyzwyczajać do szorowania. 

Tej pasty używamy, spisuje się bardzo dobrze!

Bąbel miał raz ściągany kamień nazębny, przy okazji kastracji, gdy był pod narkozą. Od tego czasu poważniej zaczęłam zwracać uwagę na jego uzębienie i na kontroli pod koniec lipca wyszło, że nie jest najgorzej - trochę kamienia jest, ale osadu niewiele - czyli widać, że pańcia się stara, ale mogłoby być lepiej ;) Nie chcę narażać psa na kolejne zabiegi, i tym właśnie staram się najczęściej motywować samą siebie, gdy jedyne o czym myślę to "nie chce mi się...". 

Raz na jakiś czas wspomagamy się także smakołykami dentystycznymi i chcielibyśmy dzisiaj pokrótce cztery dla Was zrecenzować. Są to przemyślenia całkowicie subiektywne i to, że u nas się coś nie sprawdziło, nie znaczy, że u kogoś innego nie mogło odnieść sukcesu. No to zaczynamy!

Pedigree DentaStix/DentaStix Fresh

Tych smakołyków nikomu nie trzeba przedstawiać. Marka kojarząca się raczej z psim fast foodem proponuje coś, co ma być zarówno smaczne, jak i korzystne dla zębów naszych czworonogów. Przyjrzyjmy się składowi (dla średnich psów) wersji klasycznej oraz fresh.

Klasyk:
Skład: zboża, roślinne produkty uboczne, minerały (włączając trifosforan sodu 2,5%), mięso i produkty uboczne pochodzenia zwierzęcego, roślinne ekstrakty z białka, oleje i tłuszcze.
Dodatki dietetyczne: siedmiowodny siarczan cynku 1045 mg/kg, wołowy aromat 842 mg/kg, aromat kurczaka: 286 mg/kg. 
Składniki analityczne: surowe białko 9%, surowy tłuszcz 1,8%, surowy popiół 5,8%, włókna surowe 2,3%, wapń 0,69%, fosfor 0,58%, wilgotność 13,5%, energia metaboliczna 302 kcal/100 g.

Fresh:
Skład: zboża, roślinne produkty uboczne (m.in. 0.20% bezkofeinowego ekstraktu z zielonej herbaty i 0.06% olejku eukaliptusowego), mięso i mięsne produkty uboczne, minerały (m.in. 2.4% tripolisferanu sodu), roślinne ekstrakty białkowe, oleje i tłuszcze.
Dodatki dietetyczne: Siedmiowodny siarczan cynku (1.045 mg/kg).
Dodatki sensoryczne: Aromat kurczaka (45 mg/kg).

Nie porywa, ale przyznaję, że zdarzało się nam dawać Bąblowi dentastixy. Dodatki sensoryczne, taaak... Wsuwał je ze smakiem i widać było, że rzeczywiście musi trochę się napracować, żeby całość pogryźć i wyciamkać to, co przykleiło się do zębów - a więc podstawowe cechy smakołyków dentystycznych zaliczone. Tylko raz kupiliśmy na próbę DentaStix Fresh - jedyna różnica jest taka, że są zielone. Żadnej innej różnicy nie odnotowaliśmy (wymarzonego miętowego chuchnięcia również nie :P). Cena obu wersji także jest zbliżona - za siedem sztuk (łącznie 180 g) dla średniego psa (10-25 kg) zapłacimy zwykle między 6 a 7 zł. Bąbel wciąż niekiedy je dostaje, ale baaaaardzo rzadko odkąd odkryliśmy naszego faworyta w dzisiejszym zestawieniu, ale o tym za moment :)

Greenies

Kupiliśmy je na zooplusie (wersja Regular) przy okazji jakiejś promocji, na próbę, ale już do nich nie wrócimy. Były po prostu nijakie, zupełnie nie sprawdziły się u Bąbla. 

Skład: zboża, produkty uboczne pochodzenia roślinnego, roślinne ekstrakty białkowe, mięso i produkty uboczne pochodzenia zwierzęcego, owoce, minerały, nasiona, oleje i tłuszcze, drożdże.
Dodatki: barwniki, witamina A (7.529 j.m./kg), witamina D3 (1.543 j.m./kg), aminokwasowy chelat miedzi - hydrat (117 mg/kg), aminokwasowy chelat żelaza - hydrat (386 mg/kg), aminokwasowy chelat manganu - hydrat (92,6 mg/kg), jodek potasu (2,8 mg/kg), aminokwasowy chelat cynku-hydrat (1.278 mg/kg).

Nie zachwyca mnie ten nieprecyzyjny skład (co to za oleje i tłuszcze? nasiona? jakie?) i barwniki. Wypróbowaliśmy, nawet smakowały Czarnemu (mało rzeczy mu nie smakuje...), ale nic poza tym. Nie widziałam żadnego widocznego wspomożenia moich wysiłków z szorowaniem kłów, mimo wymownego kształtu smakołyka. Cena tym bardziej nie zachęca do ponownego zakupu: prawie 35 zł za opakowanie 6 szt. (170 g)!

Hunter Calcium Milk Bone


Mleczne kostki z wapniem - kolejna nasza zdobycz przy okazji jakiegoś większego zamówienia na zooplus. Tę kość ciumkał też Bąbel na wspomnianym na początku tego wpisu filmiku :) Smakowitość zatem potwierdzamy! I - co najbardziej zdumiewające w psich smakołykach - zapach przyjemny również dla właściciela!

Skład: mleko w proszku, kazeinian sodu, węglan wapnia, włókna zbożowe, żelatyna, włókna jukki, ekstrakt z rozmarynu.
Składniki analityczne: surowe białko 30%, surowy tłuszcz 1%, surowy popiół 5%, włókna surowe 1%, wilgotność 15%.

Mamy tu zatem do czynienia z zupełnie innym typem smakołyka dentystycznego, którego producent stawia przede wszystkim na wapń. Inaczej również przedstawiają się warianty rozmiarowe - dostępne są tylko dwa, 24 g (ok 7,5 cm) i 55 g (ok. 10 cm). My wypróbowaliśmy ten pierwszy, niestety tylko jedną sztukę (nauczona doświadczeniem z Greenies nie kupowałam tym razem całego opakowania...), więc nie możemy wydać rzetelnej opinii, ale po tym jednym razie moje odczucia były jak najlepsze. Rzeczywiście oddech psa był przyjemniejszy. I chyba od początku byłam pozytywnie nastawiona do tego produktu, ze względu na to, że jest to w końcu coś innego niż zwykły dentystyczny przysmak! Na pewno będziemy do niego jeszcze wracać i dalej testować. Cena nie jest najgorsza, za tę jakość mogę tyle zapłacić: 6 szt. za 14-15 zł.

Brit Care - Let's Bite Dental Care

And the winner is... Tak, tak to właśnie nasz faworyt! Kupiony zupełnie przypadkiem, z braku innych pomysłów, w zwykłym, stacjonarnym sklepie. Od kilku miesięcy jest to nasz absolutny numer 1! Występuje w dwóch wersjach: Mineral Stick (kształt przypominający dentastixy) i Brush Bone, i to właśnie ten drugi jest dla nas taką rewelacją (pierwszy też próbowaliśmy, jest dobry, ale jednak te kostki mają w sobie to coś :)).


Skład: hydrolizowane białko drobiowe, zboża, chlorofil, minerały. Barwniki i konserwanty zatwierdzone przez UE.
Składniki analityczne: białko 51,2%, tłuszcz 5%, wilgotność 12,7%, popiół surowy 1,3%, błonnik 2,4%.

Zdecydowanie bardziej przekonuje mnie ten skład niż dentastixów czy Greenies, chociaż mógłby być nieco bardziej precyzyjny. Kształt przysmaków jest świetny, sprawdza się idealnie - naprawdę WIDAĆ różnicę, osadu nazębnego jest mniej, chuchnięcia nie odstraszają, wręcz przeciwnie! Nie sądziłam, że jest to możliwe za sprawą smakołyków - i częściowo miałam rację, bo rzeczywiście nie są w stanie zastąpić szorowania paszczy Bąbla, ale ze wszystkich do tej pory przez nas wypróbowanych są najlepszą pomocą w utrzymaniu zębów w dobrym stanie. Za opakowanie 5 szt. (90g) zapłacimy średnio 8-9 zł. Bąbel właśnie wsuwa sobie tę zieloną kostkę, a ja planuję niedługo dokupić mu parę opakowań na zapas... ;)

A jakie są Wasze doświadczenia z psimi zębami? Czy myjecie zęby pupilom? Jakie smakołyki są Waszymi ulubionymi, a które w ogóle się nie sprawdzają? A może stosujecie jakieś pastylki, płyny i inne wynalazki - jeśli tak, to czy polecilibyście je? Ich cena często odstrasza... Bardzo jestem ciekawa Waszych przemyśleń.

I na koniec, z okazji Dnia Kundelka, pozdrawiamy z Bąblem wszystkie kundelki i życzymy ciepłych legowisk, pełnych misek i licznych głasków od kochanych ludzi!


wtorek, 4 sierpnia 2015

Szlachetne zdrowie, czyli pies na diecie wątrobowej

W poprzednich wpisach przy recenzji próbek karm wspominałam o problemach zdrowotnych Bąbla i jego specjalistycznej diecie z tego wynikającej. Dziś kilka słów więcej na ten temat.

Daj parówkę...
Po adopcji popełniliśmy jeden zasadniczy błąd - nie zrobiliśmy od razu badania krwi. Odwiedziliśmy gabinet weterynaryjny na rutynową kontrolę, żeby przekonać się czy wszystko jest w porządku po schronisku, zmagaliśmy się też wówczas z łojotokowym zapaleniem skóry (szampon Sebovet Clean poradził sobie z problemem w kilka dni!), ale generalnie nic nie wskazywało na jakiekolwiek dolegliwości. Najprawdopodobniej jednak już wtedy było coś nie tak z wątrobą, ponieważ kiedy kilka tygodni później podjęliśmy decyzję o kastracji i wykonaliśmy (wreszcie!) niezbędne badania krwi, wyniki zdumiały nawet nasze panie wetki (swoją drogą, jeśli szukacie we Wrocławiu w Śródmieściu dobrego weterynarza, zgłoście się, a podamy namiar na panią Dorotę i panią Justynę, złote kobiety z najlepszym podejściem do zwierząt, prawdziwe profesjonalistki! trafiłam do nich dzięki mojej przyjaciółce - ze stronnictwa kociego ;) - i każdemu teraz będę polecać, z jakimkolwiek zwierzakiem!).

Nie znam się zupełnie na tych wskaźnikach, wiem tylko, że jeden z nich - ALT (GPT) - Bąbel miał drastycznie przekroczony. Przy normie 1,00-80,00 jego wynik wynosił 265,6! Miał też przekroczony wskaźnik stosunku albuminy/globuliny. Od razu zostaliśmy wyposażeni w tabletki Hepatiale Forte i karmę dla wątrobowców Royal Canin Hepatic, a Bąbel dostał zakaz jedzenia czegokolwiek poza karmą (psi smuteczek był nieogarniony...).

Jeśli chodzi o karmy dla psów z problemami wątrobowymi to wybór jest niestety niewielki. Z naszej perspektywy właściwie jedyną sensowną pod względem składu i ceny karmą był Royal i przez pierwsze zdaję się 2-3 miesiące Bąbel tę właśnie "paszę" wsuwał. W połowie terapii, czyli właśnie jakoś po 3 miesiącach zrobiliśmy badania kontrolne i zmiana była zasadnicza! Leczenie ewidentnie poskutkowało, ale dla utrzymania efektu i profilaktyki przez kolejne 3 miesiące Bąbel dalej dostawał tabletki, a na diecie weterynaryjnej jest do dziś, z tym że panie lekarki wynalazły lepszą karmę, mimo że nie ma ona w nazwie wątroby, a nerki - VetExpert Renal Dog - to skład się idealny.

W diecie wątrobowej chodzi bowiem o zmniejszenie ilości białka, co może być nieco zaskakujące, ponieważ zwykle dobrą karmę kojarzymy z dużą ilością białka i minimalną ilością węglowodanów, a najlepiej żeby była pozbawiona zbóż. My mamy sytuację całkowicie odwrotną. Pani Justyna mówiła nawet, że jak już ktoś naprawdę nie może wytrzymać i chce dać Bąblowi jakiś przysmak to lepiej już dać mu kawałek chlebka niż serka. Ser (jakikolwiek!) jest całkowicie na cenzurowanym!

W końcu 17 marca Bąbel został wykastrowany (co jest tematem i tak na osobny wpis), ale okazało się, że mimo dobrych wyników badań, nasz futrzak chyba już do końca życia będzie musiał na wątrobę uważać. Dostał tylko połowę dawki narkozy dla psa jego masy, a i tak wybudzał się wyjątkowo długo, więc nasze panie wetki zdecydowały, że karma weterynaryjna musi zostać, bo ewidentnie jego wątroba nie radzi sobie najlepiej. Obecnie jesteśmy na etapie oczekiwania aż minie co najmniej 6-8 miesięcy od kastracji i wtedy zrobimy ponowne badania krwi, gdy hormony będą już w miarę ustabilizowane. Mam nadzieję, że okaże się, że wszystko jest w porządku! Co nie znaczy, że będziemy mogli wrócić do ulubionej przez Buba Acany ;) Jak powiedziała pani Dorota, póki je, smakuje mu, to niech je tę wątrobową, ona mu nie zaszkodzi, a może tylko pomóc.

Muszę przyznać się, że tak jak leży mi na sercu zdrowie Bąbla, tak gdy zaczęliśmy szkolenie w domu, a potem kurs u Elizy z Positive Dog, zaczęłam mimo wszystko podawać mu "ponadprogramowe" smaczki, bo karma nie jest niestety dla niego wystarczającą motywacją. Najczęściej brałam garść karmy i do tego kroiłam parówkę na mniejsze kawałki, wtedy w saszetce wszystko się mieszało, karma przechodziła cuuuudownym aromatem parówek i była zdecydowanie lepszą nagrodą ;) Teraz zwykle korzystam z przekrojonych na mniejsze kawałki smakołyków z Rossmanna, czasami też Bąbel dostaje coś do chrupania na płytkę nazębną, dentastixy i inne takie cuda (swoją drogą, mamy na koncie przetestowane 4 rodzaje "dentystycznych" smakołyków i wkrótce pojawi się tu recenzja - jest zdecydowany zwycięzca w tym rankingu!). Mam nadzieję, że nie poskutkuje to powrotem problemów wątrobowych...

Zmierzając już do końca - jestem teraz gorącą orędowniczką wykonywania regularnych badań krwi u zwierzaków, a zwłaszcza gruntownej kontroli stanu zdrowia po adopcji ze schroniska. To oczywiste, że przy tylu futrzakach w schronisku nie ma możliwości zrobienia badań wszystkim i wiele dolegliwości może pozostać nie wykrytych, jeśli nowy właściciel nie podejmie inicjatywy. Problemy wątrobowe Bąbla nie manifestowały się w żaden widoczny sposób! Nie ma żadnej różnicy w jego zachowaniu przed/po leczeniu, nie dałoby się w żaden sposób rozpoznać tej dolegliwości "od zewnątrz", a kto wie co by mogło się wydarzyć, gdybyśmy nic nie zrobili w kwestii badań. Niewydolność wątroby może prowadzić wprost do śmierci.

Jeśli Wasze zwierzaki miały kiedyś podobne kłopoty to chętnie posłucham Waszych doświadczeń i porad, a jakby ktoś chciał wiedzieć coś więcej o naszym przypadku to niech pyta śmiało.

Pozdrowienia od Bąbla drzemiącego właśnie w moich nogach pod biurkiem, na zimnych panelach ;)