W poprzednich wpisach przy recenzji próbek karm wspominałam o problemach zdrowotnych Bąbla i jego specjalistycznej diecie z tego wynikającej. Dziś kilka słów więcej na ten temat.
 |
Daj parówkę... |
Po adopcji popełniliśmy jeden zasadniczy błąd - nie zrobiliśmy od razu badania krwi. Odwiedziliśmy gabinet weterynaryjny na rutynową kontrolę, żeby przekonać się czy wszystko jest w porządku po schronisku, zmagaliśmy się też wówczas z łojotokowym zapaleniem skóry (szampon Sebovet Clean poradził sobie z problemem w kilka dni!), ale generalnie nic nie wskazywało na jakiekolwiek dolegliwości. Najprawdopodobniej jednak już wtedy było coś nie tak z wątrobą, ponieważ kiedy kilka tygodni później podjęliśmy decyzję o kastracji i wykonaliśmy (wreszcie!) niezbędne badania krwi, wyniki zdumiały nawet nasze panie wetki (swoją drogą, jeśli szukacie we Wrocławiu w Śródmieściu dobrego weterynarza, zgłoście się, a podamy namiar na panią Dorotę i panią Justynę, złote kobiety z najlepszym podejściem do zwierząt, prawdziwe profesjonalistki! trafiłam do nich dzięki mojej przyjaciółce - ze stronnictwa kociego ;) - i każdemu teraz będę polecać, z jakimkolwiek zwierzakiem!).
Nie znam się zupełnie na tych wskaźnikach, wiem tylko, że jeden z nich - ALT (GPT) - Bąbel miał drastycznie przekroczony. Przy normie 1,00-80,00 jego wynik wynosił 265,6! Miał też przekroczony wskaźnik stosunku albuminy/globuliny. Od razu zostaliśmy wyposażeni w tabletki Hepatiale Forte i karmę dla wątrobowców Royal Canin Hepatic, a Bąbel dostał zakaz jedzenia czegokolwiek poza karmą (psi smuteczek był nieogarniony...).
Jeśli chodzi o karmy dla psów z problemami wątrobowymi to wybór jest niestety niewielki. Z naszej perspektywy właściwie jedyną sensowną pod względem składu i ceny karmą był Royal i przez pierwsze zdaję się 2-3 miesiące Bąbel tę właśnie "paszę" wsuwał. W połowie terapii, czyli właśnie jakoś po 3 miesiącach zrobiliśmy badania kontrolne i zmiana była zasadnicza! Leczenie ewidentnie poskutkowało, ale dla utrzymania efektu i profilaktyki przez kolejne 3 miesiące Bąbel dalej dostawał tabletki, a na diecie weterynaryjnej jest do dziś, z tym że panie lekarki wynalazły lepszą karmę, mimo że nie ma ona w nazwie wątroby, a nerki - VetExpert Renal Dog - to skład się idealny.
W diecie wątrobowej chodzi bowiem o zmniejszenie ilości białka, co może być nieco zaskakujące, ponieważ zwykle dobrą karmę kojarzymy z dużą ilością białka i minimalną ilością węglowodanów, a najlepiej żeby była pozbawiona zbóż. My mamy sytuację całkowicie odwrotną. Pani Justyna mówiła nawet, że jak już ktoś naprawdę nie może wytrzymać i chce dać Bąblowi jakiś przysmak to lepiej już dać mu kawałek chlebka niż serka. Ser (jakikolwiek!) jest całkowicie na cenzurowanym!
W końcu 17 marca Bąbel został wykastrowany (co jest tematem i tak na osobny wpis), ale okazało się, że mimo dobrych wyników badań, nasz futrzak chyba już do końca życia będzie musiał na wątrobę uważać. Dostał tylko połowę dawki narkozy dla psa jego masy, a i tak wybudzał się wyjątkowo długo, więc nasze panie wetki zdecydowały, że karma weterynaryjna musi zostać, bo ewidentnie jego wątroba nie radzi sobie najlepiej. Obecnie jesteśmy na etapie oczekiwania aż minie co najmniej 6-8 miesięcy od kastracji i wtedy zrobimy ponowne badania krwi, gdy hormony będą już w miarę ustabilizowane. Mam nadzieję, że okaże się, że wszystko jest w porządku! Co nie znaczy, że będziemy mogli wrócić do ulubionej przez Buba Acany ;) Jak powiedziała pani Dorota, póki je, smakuje mu, to niech je tę wątrobową, ona mu nie zaszkodzi, a może tylko pomóc.
Muszę przyznać się, że tak jak leży mi na sercu zdrowie Bąbla, tak gdy zaczęliśmy szkolenie w domu, a potem kurs u Elizy z Positive Dog, zaczęłam mimo wszystko podawać mu "ponadprogramowe" smaczki, bo karma nie jest niestety dla niego wystarczającą motywacją. Najczęściej brałam garść karmy i do tego kroiłam parówkę na mniejsze kawałki, wtedy w saszetce wszystko się mieszało, karma przechodziła cuuuudownym aromatem parówek i była zdecydowanie lepszą nagrodą ;) Teraz zwykle korzystam z przekrojonych na mniejsze kawałki smakołyków z Rossmanna, czasami też Bąbel dostaje coś do chrupania na płytkę nazębną, dentastixy i inne takie cuda (swoją drogą, mamy na koncie przetestowane 4 rodzaje "dentystycznych" smakołyków i wkrótce pojawi się tu recenzja - jest zdecydowany zwycięzca w tym rankingu!). Mam nadzieję, że nie poskutkuje to powrotem problemów wątrobowych...
Zmierzając już do końca - jestem teraz gorącą orędowniczką wykonywania regularnych badań krwi u zwierzaków, a zwłaszcza gruntownej kontroli stanu zdrowia po adopcji ze schroniska. To oczywiste, że przy tylu futrzakach w schronisku nie ma możliwości zrobienia badań wszystkim i wiele dolegliwości może pozostać nie wykrytych, jeśli nowy właściciel nie podejmie inicjatywy. Problemy wątrobowe Bąbla nie manifestowały się w żaden widoczny sposób! Nie ma żadnej różnicy w jego zachowaniu przed/po leczeniu, nie dałoby się w żaden sposób rozpoznać tej dolegliwości "od zewnątrz", a kto wie co by mogło się wydarzyć, gdybyśmy nic nie zrobili w kwestii badań. Niewydolność wątroby może prowadzić wprost do śmierci.
Jeśli Wasze zwierzaki miały kiedyś podobne kłopoty to chętnie posłucham Waszych doświadczeń i porad, a jakby ktoś chciał wiedzieć coś więcej o naszym przypadku to niech pyta śmiało.
Pozdrowienia od Bąbla drzemiącego właśnie w moich nogach pod biurkiem, na zimnych panelach ;)