Kilka dni temu trafiłam na bloga Z psem po Krakowie (swoją drogą świetny, pozdrówki dla autorki i czterołapa! :)) i zamieszczony tam wpis Jesteś psiarzem. Nie bądź hejterem. Polecam Wam go do przeczytania, jeśli nie mieliście okazji się z nim zapoznać. W skrócie - autorka mówi o tym, że psiarz psiarzowi wilkiem, a raczej, że nikt tak nie potrafi zaleźć za skórę psiarzowi jak inny psiarz. Sprzeczki parkowo-spacerowe to jedno ("Dlaczego pan nie sprzątnie po swoim psie?" - "Spadaj pani!" łagodnie rzecz ujmując...), ale mamy oczywiście internet i wszystkie te facebookowe stronki, grupki, fora. Każdy z nas, nawet jeśli nie osobiście, zetknął się na pewno kiedyś z taką sytuacją w sieci - wystarczy, że ktoś poruszy jeden z dyżurnych kontrowersyjnych tematów i burza potrafi rozpętać się w mgnieniu oka. Nie potrafię się nie zgodzić ze wspomnianym wyżej tekstem i w całej rozciągłości popieram autorkę w jej próbie zwrócenia uwagi na to, co mówimy i piszemy. I też przykro mi patrzeć na to jak ludzie potrafią siebie ranić, myśląc, że mogą wszystko, skoro od rzeczywistości oddziela ich ekran komputera.
Chodził mi ten tekst jednak po głowie dłuższy czas dlatego, że dosłownie chwilę po przeczytaniu go dostałam, dzięki notabene należeniu do paru facebookowych psich grup, zaproszenie na wyprzedaż garażową dla Fleur. A to tylko jedna z wielu wspaniałych akcji zorganizowanych przez psiarzy dla psiarzy, a raczej dla ich potrzebujących pupili. Bazarki, wydarzenia organizowane zarówno przez fundacje, stowarzyszenia, ale i prywatne osoby - jest przecież tego mnóstwo! Szczególnie w pamięci utkwiły mi wydarzenia, które ktoś zorganizował, aby zebrać fundusze na leczenie psa znajomego, nie licząc na zbyt wiele, ale odzew był niesamowity i udało się pomóc czworonogowi. Ku jeszcze większemu zdumieniu i wzruszeniu samego właściciela!
Po tym wszystkim naszła mnie refleksja, że nie da się tego problemu "hejtowania" tak uogólnić. Jest hejt w środowisku psiarzy, tak jak w wielu innych, ani nie jest go więcej u psiarzy niż u innych, ani mniej. Wydaje mi się, że jest to zjawisko niestety dość powszechne we wszelkich grupach społecznych. Natomiast wydaje mi się - i moje doświadczenia z internetowym (i "prawdziwym" ;)) środowiskiem psiarzy zdecydowanie na to wskazują - że psiolubni są jedną z takich grup, która potrafi okazać wielką życzliwość i solidarność, gdy ktoś potrzebuje pomocy. Dowodzą tego wszystkie te akcje, które mi osobiście przywracają wiarę w ludzi i pchają mnie samą, żeby pomóc komuś chociaż w niewielkim stopniu - nie tylko komuś "psiowemu". Taki dobry przykład płynący z psiej strony internetu promieniuje na wszystkie sfery życia i po prostu uwrażliwia nas na drugiego człowieka. Posiadanie psa (nie lubię tego określenia - raczej: bycie opiekunem, przewodnikiem psa) uwrażliwia nas na to, co dzieje się wokół, oducza egoizmu, ponieważ mamy kogoś, o kogo należy odpowiednio się zatroszczyć.
To, co piszę, to z pewnością też w znacznej mierze uogólnienie, znany przecież różne skrajne przypadki. Ale wydaje mi się, że większość zapsionych, świadomie lub podświadomie, ma ważny cel w życiu: być choć w niewielkim stopniu tak dobrym człowiekiem, za jakiego ma mnie mój pies. I wydaje mi się, że czasem udaje nam się zbliżyć do tego ideału :)
PS Jak Wam się podoba nowy wystrój bloga? Wracamy do intensywniejszego blogowania i nadrabiamy zaległości! :)
